Autor Wątek: Korpus Piechoty Opancerzonej  (Przeczytany 14174 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Dr.Hugo

  • Gość
Korpus Piechoty Opancerzonej
« dnia: Kwietnia 24, 2019, 15:08:16 »
Dziatwo ma.
Panuje tutaj zastój i stagnacja. Atmosfera dobrze wykonanego grobowca.

Otóż, przez pewien czas skupiłem się na rzeczach mało związanych z lotnictwem. Efektem tego skupienia jest Korpus Piechoty Opancerzonej Wojska Polskiego, czyli opowieść o tym jak uratowaliśmy Ziemię.

#skromność #bezatencji
Napisane jest ... No, dobrze jest napisane lol
Rzecz się dzieje w 2021 roku, Źli kosmici napadli na bezbronną Ziemię. Bohaterem jest kapitan Bo... kapitan Tarnawski, dowodzący drużyną pancerzy wspomaganych Rytheon Turrican Mk.2, sterowanych interfejsem neuronowym, czyli podpinamy pancerz w miejsce ciała.
Szeregowy/kapral Wierzbowski, postać drugoplanowa, operator pancerza klasy HAASM, najwyższy współczynni korelacji pojęciowo-emocjonalnej względem Tarnawskiego. Trochę dresiarz z charakteru.
Katarzyna, siostrzenica generała Jastrzębskiego, szefa korpusu. Femme fatale Tarnawskiego
Mieczysław Szarak. Aztecki bóg, obcy renegat. Je szpinak, nie lubi psów, namiętny wielbiciel discovery i papierosów marki Chesterfield.

Całość, licząca 200 stron jest zasadniczo gotowa. Zawaliłem raz termin i sie nie ukazało :( ,a nie chce ebooka, tylko paperbooka.

Poniżej scenka rodzajowa.





Walenie w drzwi. Tak anonsują się zazwyczaj kłopoty.
Kłopoty nie używają dzwonka.
Nie pomyliłem się, za drzwiami stała żandarmeria.
Starszy kapral z kapralem. Głupi, głupszy. Nie tracili czasu.
-   Panie kapitanie, Pan pozwoli za mną.
-   O co chodzi, kapralu? – powolutku wycedziłem, że użyję takiego określenia.

Wycedziłem, ponieważ równolegle robiłem rachunek sumienia. A to chwilę trwa.

-   Pan chorąży…

Pan chorąży. Chorąży zawsze zdąży.
Jak pan chorąży, to nie jest źle.
- Dobra, co się dzieje? Zakładam, że coś ważnego, skoro pan chorąży sztabowy was tu przysłał – dosyć mocno zaakcentowałem stopień. Zawsze to ich trochę zmiękczy.
- Panie kapitanie. Dwa słowa. Wierzbowski, Pałyska.
Jestem łagodną falą na oceanie spokoju. Jestem górą. Góra niewzruszenie trwa.
Dwa słowa. Wierzbowski, Pałyska. W moim osobistym słowniku synonimów od dawna figurują pod hasłem „wrzód na dupie”.
Kiwnąłem głową dwa razy, naciągnąłem czapkę. Chciało mi się westchnąć. Oficer nie wzdycha, więc się powstrzymałem.
-   Chodźmy.

Nie musiałem pytać czy jest bardzo źle.
Bardzo źle to ustawienie fabryczne tego duetu. Panowie poza kolekcją żołnierskich cnót, posiadali pewną dobrze skrywaną, w ich mniemaniu, słabostkę.
Słabostka ta nazywa gwoźdź, i zawiera około ośmiu procent alkoholu etylowego.
Gwoli wyjaśnienia, nie biegłem na miejsce zdarzenia by cokolwiek załatwiać drogami pozasłużbowymi. Skurwysyny odsiedzą albo odstoją tym razem, co się należy.
Biegłem, aby zapobiec eskalacji przemocy, która zapewne już się działa, a która niechybnie doprowadzi do tego, że obaj dostaną porządnie po łbach.
Obiektywnie rzecz biorąc, byłoby to całkiem niezłe rozwiązanie. W innych okolicznościach. Problem polega na tym, że dobry podbródkowy może uszkodzić któreś z kilkuset połączeń implantów z układem nerwowym operatora, uziemiając go na czas, którego najprawdopodobniej nie będziemy mieć.
Dostojnie wkroczyłem na salę, poważnie zaniepokojony panującą ciszą.
Zdębiałem. To mało powiedziane.
Pan kapral oraz pan szeregowy ledwo siedzieli. Przy stoliku zalanym resztkami gwoździa był jeszcze ktoś trzeci. Również mocno skaleczony wspomnianym gwoździem, mierząc ludzką miarą. Dosyć sprawnie snuł monolog.
-   ... i wiesz so? Przynieśli mi zamordowane zwierze... że niby mam je zjeść... i sprowadzić deszcz czy coś tam. Zwierze Roz...ujiesz? Zamordowane. Trochę się unio... uniosłem wtedy.
-   Dlaszego?
-   Co, kurwa dlaczego...?
-   Dlaszego... się uniosłeś ?
-   Wiedzieli...  mówi...łem, że...nie jem mięsa. Chyba nawet kazałem to ...gdzieś narysow... ać. Na kamieniu.
-   Łżesz... jak pies, szary sukin... synu.
-   Ty, nie po nazwisku... Bo, bo w ryj.

Nie wierzę. To się nie dzieje naprawdę. Duet spatologizował kosmitę. W godzinę.

Mały, szary padalec żrący szpinak. Zrobił te swoje wielkie czarne oczy, nawiał Magdzie i znalazł sobie kumpli. Albo kumple znaleźli jego. Bez znaczenia.
Trzeba było go rozwalić, a nie robić eksperymenty.
Oficer musi podejmować trafne decyzje w warunkach niedoczasu i stresu. Pora się popisać tą umiejętnością.
- Kapralu, zawijajcie ich. Szarego do habitatu, bez zieleniny i wody przez dwadzieścia cztery godziny. Nic mu się nie ma przytrafiać, zrozumieliście? Ma tylko doświadczyć porządnego, ziemskiego kaca. Panom żołnierzom, już nie koniecznie ma się nic nie przytrafić. Byle tylko nie w głowę.
-   Tak jest.
-   Aha, kapralu.
-   Panie kapitanie?
-   Nie widzieliście tutaj żadnego ET, żadnego nawalonego jak Messerschmitt, ET. Interweniowaliście z powodu złamania regulaminu pełnienia służby przez żołnierzy pierwszej drużyny, pierwszego i tak dalej. Tylko i wyłącznie.
Obaj się szeroko uśmiechnęli.
-   Tak jest, panie kapitanie.
Magia „Pięści Przeznaczenia”. Właśnie się zadziała.
Magia legendarnej, pierwszej drużyny pancerzy wspomaganych, dowodzonej przez kontraktowego pół-cywila w stopniu kapitana. Czyli mnie.
Miło widzieć, że coś w tym burdelu jeszcze działa tak jak powinno.
Najdziwniejsze w całym zdarzeniu było to, że cała trójeczka potulnie podążyła za żandarmami. Mietka jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo pewnie nie miał pojęcia, co się dzieje.




Puk, puk.
Proszę.
Drzwi się otworzyły, a synowie marnotrawni przekroczyli próg.
-   Panie kapitanie, kapral Wierzbowski, szeregowy Pałyska meldują się... No, do raportu.

O! W ten sposób chcecie to rozegrać. Dobrze, grajmy.
Wstałem. Przekrzywiłem w zaciekawieniu głowę, uśmiechnąłem się po rosyjsku i zacząłem. Zły oficer, zestaw startowy.
-   Wy tępe kutasy. Gówno mnie obchodzi, co macie mi do powiedzenia. Zebranie sądu wojennego o ósmej, wykonanie wyroku o ósmej pięć. – przedobrzyłem. Ewidentnie.
-   Panie...
-   Stul pysk Wierzbowski.
-   Tak jest.
Bezczelnie się cieszyli. Oczywiście nie dali poznać tego po sobie. Potrzymałem ich chwilę na baczność.
-   Wierzbowski. Powiedz mi jak bardzo trzeba być durnym, żeby się ochlać na kompanii?  Że nie wspomnę o pierdolonym ET, którego tam nie powinno być.
-   Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie.
-   Nie wkurwiaj mnie ponad niezbędne minimum, proszę. Zamieniam przepustki na służbę wartowniczą. Proszę powiadomić oficera dyżurnego. Spocznij. Siad na dupie.
Rozkaz został wykonany perfekcyjnie.
-   Skąd wzięliście Mietka?
-   Magda poprosiła nas żebyśmy go chwilę popilnowali, gdzieś chciała się urwać.
Zakłuło delikatnie. Od rozstania minęło już na tyle dużo czasu by przestało boleć, niemniej jednak zakłuło. Doskonale wiedziałem... Nieważne.
-   No i ?
-   Mietek jak zwykle sępił fajki. Poszliśmy do kantyny bo się skończyły, wzięliśmy po piwie. Mietek koniecznie chciał spróbować, to daliśmy mu.
-   A jak by po tym wykorkował?
-   Jak mu dawałeś pierwszego papierosa, jakoś o tym nie pomyślałeś.
-   Nie bądźcie bezczelni Wierzbowski. Kontynuujcie.
-   No więc wypiliśmy po piwie. Mieliśmy jeszcze trochę gwoździa. No, resztę znasz.
-   Okazało się że Szary ma lepszą głowę od was, co?
-   Na to wygląda. Ale to nieważne. On jest inny. Słuchaj, ciekawe rzeczy mówił, tylko się nie śmiej. Mówił że był bogiem. Dawno temu. W Ameryce. Zrobił coś, co nie było na rękę jego współziomkom. Na wszelki wypadek schował sobie jakieś rzeczy, żeby nie być uzależnionym od ich reakcji. Jak to określił. Więc pomyśleliśmy że dowiemy się więcej. Wiesz, kielichy na krew ze złota, i takie tam różne...


Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #1 dnia: Kwietnia 25, 2019, 08:59:14 »
Świetne!
Zderzenie "Gwiezdnych Wrót" i "Żołnierzy Kosmosu" z polską rzeczywistością.
Cytat: Sir Fred Hoyle
Space isn't remote at all. It's only an hour's drive away, if your car could go straight upwards

Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #2 dnia: Kwietnia 25, 2019, 09:39:38 »
Ebook nie jest brany w ogóle pod uwagę?

Wysłane z mojego HUAWEI GRA-L09 przy użyciu Tapatalka


Dr.Hugo

  • Gość
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #3 dnia: Kwietnia 25, 2019, 12:07:25 »
Jest, ale niechętnie. Przy czym mam świadomość, że ebookiem najprawdopodobniej się skończy. W sumie, w obecnej chwili to już nie taki problem, mam spójne uniwersum, nie-papierowych bohaterów i sprawnie piszę. Jak się dobrze przyjmie, to mogę zrobić z tego drugą "Sagę ludzi lodu" lol

łapcie dzieci, porządna rozwałka:


Działo się coś dziwnego, zazwyczaj Obcy byli bierni, zabezpieczali odwrót i wycofywali się.
Tym razem sygnatury kontaktów poruszały się klasycznym szykiem ubezpieczonym, w dwóch grupach.

To by było na tyle w temacie elementu zaskoczenia, pomyślałem. Zaraz się zacznie.

„Wierzbowski, Pałyska. Ogień punktowy według stopnia zagrożenia. Sekcja pierwsza i trzecia, ogień nękający. Zadymienie na rozkaz. Tylko pasywne sensory”

- Trenz, kieruj się na żółty marker i spróbuj wyjść na flankę – rzuciłem równolegle.
Trenz niestety nie był przypięty do sieci taktycznej drużyny. Wypowiedz została skompresowana i przetransmitowana za pomocą kilku milisekundowych błysków lasera do najbliższego Szerszenia, który odesłał ją w identyczny sposób do Manfreda.
-   Zu Befehl.
Jak ja nienawidzę tej celto-germańskiej mowy. Rycerz, kurwa, Niepokalanego Serca Najświętszej Maryji Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie się znalazł.
Rozmazane plamy zamaskowanych Turricanów przykucnęły w charakterystycznych pozach. Prawa ręka wsparta na prawym kolanie, korpus lekko pod kątem w stosunku do oczekiwanego kontaktu.
W ten sposób zapewnialiśmy sobie stabilną pozycję prowadzenia ognia, jednocześnie zmniejszając powierzchnię czołową narażoną na ostrzał.
Słychać krótkie serie Niemców.
Prrrrt, prt, prt, prrrrt.

- Ich hab Ein! Voltreffer! Rechste flanke! Angrieff! Angrieff!
Obniżam priorytet komunikacji wokalnej abteilungu Trenza. Czas na pełną świadomość sytuacyjną.
„Sensory aktywne, według uznania”
W ułamku sekundy przestrzeń wypełniają błyski laserów z głowic LIDAR, HAASMy posiłkują się bezczelnie decymetrowymi radarami. Nagle pojawia się w głowie precyzyjny obraz starcia. Magia technologii.
Kontakty gwałtownie skracają dystans, utrzymując szyk.
Płynnie rozchodzą się do natarcia frontalnego, ze wsparciem na lewej flance.
Nie ze mną te numery, panowie.
“Wierzbowski, Pałyska, zapora ogniowa według stopnia zagrożenia. Pozostałe sekcje ogień powierzchniowy na lewą flankę, według oceny wspomagania”

- Dzień dobry Panowie, oczekiwaliśmy ich – rzuca Wierzbowski, kłaniając się lekko. Witka nie bawią teatralne wejścia. Witka bawi uczciwa, bezlitosna rzeźnia.
Staszek otworzył ogień. Ze świetnie wyczuwalną radością. Ułamek sekundy później zrobił to Witek.
Ryk uzbrojenia obu HAASMów wypełnił przestrzeń.

Bezwiednie przechodzę na wizję kompilowaną, określoną przez wspomaganie. Pomiędzy drzewami majaczą sylwetki przeciwników.
Ichnie pancerze.
Sto osiemdziesiąt centymetrów wysokości, kończyny dolne o trzech stawach, dosyć krótki korpus i trójkątny hełm. Szybkie. Bardzo szybkie.
Długie serie HAASMów omiatają nadchodzących Obcych.
Fontanny iskier. Obcy przypadają do ziemi. Chłopaki kładą ogień pośredni z granatników na lewą flankę. Ściana eksplozji i odłamków. Zientki zasypują okolicę Jeżami. Powietrze staje się gęste od wolframowych igieł, latających z naddźwiękową prędkością.
Panowie napastnicy najwyraźniej nie mają nic do powiedzenia. Rozpaczliwie szukają osłony za drzewami.
Ogarniają się po chwili.
Upiorne, fioletowo-białe błyski laserów rentgenowskich tną powietrze.
Oba HAASMy przechodzą w tryb ognia uzupełnianego z kolejkowaniem celów.
Koniec zabawy w generała. Wiem co za chwilę nastąpi.
Mój umysł wspomagany procesorami Turricana osiąga dziwaczny stan. Psycholodzy określają taki stan terminem “flow”.
Przepływ.
Przetwarzanie strumieniowe.
Czas zwalnia.
Strumienie informacji wlewają się do mojego umysłu. Jestem wszędzie i nigdzie. Czuję odrzut karabinu Pałyski, kopnięcia granatnika Wierzbowskiego, doświadczam niepokoju i strachu nowego z trzeciej sekcji.
Gdzieś tam równolegle wiem, że pancerz właśnie zaczął pompować mnie glukozą aby zapobiec atrofii mózgu.
Mam świadomość tego, że to mnie powoli zabija. Bez znaczenia, nic nie ma znaczenia.
Tylko walka ma znaczenie.
Tu i teraz.
Wierzbowski z Pałyską kolejno eliminują cele. Charakterystyczna cecha operatorów HAASMów. Spokój, który udziela się innym.
Bitwa zmienia się w szereg indywidualnych pojedynków.

Robię zbliżenie na spryciarza chowającego się za drzewami.
Lokuje celownik na łączeniu elementów poszycia, w trybie aproksymacji pozycji. Teraz możesz się już chować, przelatuje mi przez myśl.
Puszczam dwusekundową serię z 65% prawdopodobieństwem trafienia. Siedemdziesiąt pięć pocisków.
Seria ścina dwie brzozy, rozrywa w strzępy pień starego dębu.
Pancerz obcego rozbłyska tysiącami iskier.
W miejscu trafienia pojawia się postrzępiona dziura. Odpalam sześć granatów w sekwencji: kumulacyjny, odłamkowy, EMP. Prosto w wyrąbany otwór.
Absolutne maksimum możliwości systemu celowniczego. Statystyka jest bezlitosna, któryś z granatów trafia. Obcy pada jak ścięty, po chwili ze wszystkich łączeń jego pancerza zaczynają buchać różowo-fioletowe płomienie.
Jakby ktoś zapalił zapałkę i szybko umieścił ją w pudełku.
Bum.
Horyzont zawirował.
Leżę.
Brak uszkodzeń.
Przygniata mnie drzewo. Odpycham je rękoma, pojawiają się wykresy przyłożonej siły. Oscylują niebezpiecznie blisko czerwonych stref, oznaczających wysokie prawdopodobieństwo uszkodzenia układu motorycznego. W trybie bojowym działania operatora mają wyższy priorytet niż ograniczenia konstrukcyjne.
Nie tędy droga Tarnawski.
Otwieram ogień z przyłożenia. Lecą trociny, po trzech sekundach kanonady pień pęka na pół.
Podnoszę się powoli i nagle dostaje potężny cios prosto w... No, poniżej zasobnika amunicyjnego. Ogarnia mnie trwająca ułamek sekundy wesołość, pierwszy raz w życiu dostałem takiego kopa, że wyleciałem w powietrze.
Jak w kreskówce. Z drugiej strony, jeśli coś potrafi kopnąć tak że Turrican zaczyna latać, to nie jest dobrze.
Teraz zacznie strzelać, przelatuje mi przez myśl. Będę pierwszym operatorem Turricana, który został zestrzelony. Jak cholerna rzutka.
Desperackim ruchem okręcam się w powietrzu, struga białego, oślepiającego światła błyska milimetry nad moją głową
Twardo walę plecami w kolejne drzewo.
“Wyrzutnik LR: uszkodzenie krytyczne pozycjonera elewacji”
LR. Lewa ręka.
Goni mnie pomarańczowa kula ognia, pierścień mgły na czole fali uderzeniowej dopada mnie i rzuca ponownie na pień. W miejscu, gdzie stał Obcy dymi kupa poskręcanego żelastwa.
“Wyrzutnik LR: uszkodzenie krytyczne. Dezaktywacja”
Burdel w głowie, nie wiem co przed chwilą miało miejsce. Za to doskonale wiem, że pobiłem rekord długotrwałości lotu pancerza wspomaganego. Jakieś dwie dziesiąte sekundy.
Zwalniam zamki i odrzucam zniszczony wyrzutnik.
Muzyka. Niezbyt głośna, ale rozpoznawalna. Tenor psychopatyczny. AC piorun DC.
Wierzbowski, oczywiście. Tylko on potrafi mieć w dupie regulaminy w tak niepowtarzalny i stylowy sposób.
Z drugiej strony, żaden rozsądny dowódca nie zabroni operatorowi HAASMa wybryków tego typu.
Podrywam się na nogi wymykiem, przyklękam za powalonym pniem.
Bitwa kończy się tak szybko jak się zaczęła. Schizofreniczny kontrast między rykiem uzbrojenia i nagłą ciszą, która zapadła.
Wierzbowski i Pałyska stoją jeszcze przez chwilę z uniesioną, dymiącą bronią. Pozostali podnoszą się ze swoich stanowisk. Na kłębach czarno-burego dymu, snującego się nad pobojowiskiem, błyskają niesamowite figury geometryczne. To krzyżujące się wiązki laserów z głowic LIDAR, pracowicie szukają zagrożenia.
„… ice in the eyes
Of Leroy Kincaid”
Muzyka cichnie. Wiązki promieni gasną.
- I to by było na tyle – flegmatycznie stwierdza Witek.
Wywołuje status grupowy, zasoby 82 %, utrata sprawności bojowej 9 %. Młody coś lekko wyłapał, będą z niego ludzie. Byle się nie skumplował z HAASMami.
Z oddali dochodzą trzaski łamanych drzew. Trenz.
- Jak tam u Ciebie Manfred? – pytam.
- Ein Todd – odpowiada krótko.
„Ich hatt Einen Kameraden, Ein gute freund”.
Piękna, chociaż szwabska, wojskowa pieśń żałobna. Szkoda, że zabrzmi dzisiaj.

Offline Sorbifer

  • *
  • OstBlock. Tu i Teraz.
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #4 dnia: Kwietnia 25, 2019, 12:55:26 »
A może by tak bardziej pójść w klimat C.K. Dezerterów? SW Dezerterzy. ;)
Sorbifer.
OstBlock.
Kiepsky.

Offline HAV

  • *
  • LAST CAT STANDING
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #5 dnia: Kwietnia 25, 2019, 13:09:49 »
Dobre, bardzo dobre. Zdecydowanie warto wydać
Wiadomo, drukiem najlepiej, ale i ebooka chętnie nabędę

Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #6 dnia: Kwietnia 25, 2019, 14:48:18 »
Najlepiej to i drukiem, i ebookiem

Wysłane z mojego HUAWEI GRA-L09 przy użyciu Tapatalka


Offline YoYo

  • Administrator
  • *****
  • Wieczny symulant
    • YoYosims
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #7 dnia: Kwietnia 25, 2019, 17:53:50 »
Dziatwo ma.
Panuje tutaj zastój i stagnacja. Atmosfera dobrze wykonanego grobowca....

Widzę stary druhu, żeście na dobrym levelu jak zawsze ;D ...

My tu same stare, zarobione i zramolałe dziady od herbaty w szklance w metalowym koszyczku i ciasteczek rzecz jasna  8).
webmaster,   YoYosims - jeśli lubisz symulatory lotnicze

www.yoyosims.pl

Dr.Hugo

  • Gość
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #8 dnia: Kwietnia 25, 2019, 19:54:11 »
Łapcie epizod z Mietkiem. Mietek to najfajniejsza postać drugoplanowa, bez wątpienia.



Dwadzieścia lat temu, wyobrażałem sobie iż może kiedyś, przy odrobinie szczęścia zobaczę Piramidę słońca. Kiedyś tam. Z pomocą odrobiny nieszczęścia w globalnym ujęciu, właśnie spoglądałem na świątynie Pierzastego Węża Quetzalcoatla, który to osobiście stał pół metra dalej, przestępując niepewnie z nogi na nogę. Całkiem po ludzku.

-   To tutaj, Mieciu? – zapytałem.
-   Tak, na pewno tutaj. Wypaliłem dół, schowałem w nim towar, przywaliłem ziemią, a na koniec kazałem zbudować coś z kamienia na tym. Zbudowali piramidę, jak zawsze zresztą. W waszym przypadku to chyba jedyna pewna rzecz...
-   Mietek, nie przeginaj. Głęboko to siedzi?
-   Pięć razy mój wzrost, jak sięgam pamięcią. O tam, przy krawędzi.

Zdrowo walnęło. Narożnik świątyni Mietka Szaraka zabębnił po pancerzach.
-   Siedem metrów głębokości. Do centymetra. Pusto - zameldował Pałyska.

Mietek wyraźnie się zmieszał.
-   Hmm... Nikt nie dałby rady tego wyciągnąć niepostrzeżenie. Błysk było być widać na obu kontynentach – głośno myślał.
-   Mietek… - zacząłem.
-   Wiesz co? Pomyliłem się – wszedł mi stanowczo w słowo. - To nie ta piramida, tylko jedna z tych mniejszych, o tam. Pierwsza od lewej. Potem z jakiegoś powodu wybudowali jeszcze trzy kolejne. Tą zbudowali później, po tym jak się uniosłem z powodu zamordo...

Zdążyłem zablokować uzbrojenie Wierzbowskiego, ale dużo nie brakowało.

-   Mieczysław. Właśnie wywaliliśmy w powietrze kawałek najcenniejszego zabytku Ameryki środkowej. Dobrze, mogło się zdarzyć. Teraz sugerujesz, iż mamy poddać modyfikacji kolejną piramidę, którą kazałeś zbudować w ramach zabawy w boga, półtora tysiąca lat temu. Zwracam uwagę na fakt, iż możemy wszyscy jak jeden wylądować w podobnym habitacie do tego, w którym mieszkałeś na początku swojej przygody z planetą Ziemia. To z kolei oznacza, że nikt nie będzie się z tobą pierdolił jak nas zamkną, co pozwala mi wyrazić przypuszczenie, iż bez ceregieli Cię odstrzelą. A zgodzisz się, że byłoby szkoda. Tak więc, gorąco nalegam abyś lepiej, do kurwy nędzy, przypomniał sobie gdzie dokładnie schowałeś swoją kontrabandę.

Spojrzenie mordowanej łani. Takiej z siedmiocentymetrowymi, czarnymi jak kosmos, oczyma.
-   Pod tą mniejszą. Jestem pewien.
-   Staszek, Witek... – zacząłem.
-   Tajest, dwanaście kilo.

Kolejna bezcenna piramida zamieniła się w pięciokąt. Nieforemny.

Offline rutkov

  • KG200
  • *
  • Versuchskommando
    • KG200
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #9 dnia: Kwietnia 25, 2019, 21:02:35 »
Czuję tu przemożny wpływ autora Stalowego Szczura, którego, jak pamiętam jesteś fanem. I dobrze po dwakroć.

Wysłane z mojego SM-N960F przy użyciu Tapatalka

miłośnik 110-tki    •    I/KG200_Doktor  ♥1972-†2006   •   Czekamy Ciebie czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci. Byś nam, kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci, była zbawieniem, witanym z odrazą.    •   Han Pasado!    •    GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM

Dr.Hugo

  • Gość
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #10 dnia: Kwietnia 26, 2019, 14:21:46 »
Absolutnie. W Szczurze, technologia działa w trybie Deus ex Machina.  "Korpus" jest tragikomiczny w założeniu. Szczur jest komiczny.
Narracja pierwszoosobowa jest dosyć trudna, ale pozwala na fajne manipulowanie skalą czasu w opisach. I tak, uwielbiam H.Harrisona.


chcesz Rutek czegoś ostrzejszego? Silwuple:

Gunny leży z szeroko rozrzuconymi rękoma. W polu widzenia szybko przewijają się raporty. Z niewielkiego, centymetrowego otworu w klatce piersiowej powoli, w takt uderzeń serca, wycieka gęsta krew. Spływa leniwie po płytach opancerzenia.
Niewydolność krążeniowo-oddechowa. Intubacja, wysycenie tlenem, iniekcja adrenaliny, migotanie, defibrylacja. 
Piiiii…
Defibrylacja.
Piiiii…
„KPO0017: Prawdopodobieństwo podtrzymania funkcji życiowych przez kolejne 90 sekund – 0%”
Wymuszam defibrylację.
Piiiii…
Pancerz leży nieruchomo. Pod dwoma centymetrami stali walka dobiega końca.
„KPO0017: Zanik funkcji życiowych. Wyłączenie systemów pancerza za 10 sekund”
- Jasny chuj! – któryś z chłopaków.
Wierzbowski odwraca się. Siada pod czereśnią. Opiera ręce na kolanach.
Pałyska stoi jak posąg.
Gasną światła alarmowe na ramionach pancerza.
„KPO0017: Potwierdzenie śmierci operatora”
“KPO0017: Kontrolowana dezaktywacja systemów bojowych”
“KPO0017: Kontrolowane zamknięcie łącza DIAGSTAT”
“KPO0017: Kontrolowane wyłączenie reaktora”
“KPO0017: Aktywacja baterii plutonowej”
“KPO0017: Aktywacja lokalizatora”
“KPO0017: Shut-down systemu”
Ikona w polu widzenia gaśnie. Raporty powoli stają się niewidoczne.
Coś muszę zrobić. Jestem oficerem.
- Co to ma być, do kurwy nędzy? Może jeszcze powyłazicie z pancerzy? Zabezpieczyć teren – ton mojego głosu przeraża mnie.
Natychmiast zajmują pozycję.
- Szeregowy Wierzbowski, przejmujecie obowiązki Sierżanta Hollyfield’a. Potwierdzić przyjęcie pakietu uprawnień – znowu ten obcy głos. Mój głos.
- Rozkaz, Panie Kapitanie.
Mijają sekundy.
- Potwierdzam przyjęcie pakietu uprawnień dowódczych. Proszę o finalną autoryzację.
Przesyłam autoryzację.
- Potwierdzam wprowadzenie autoryzacji uprawnień dla operatora Stanisława Wierzbowskiego, pancerz KPO0031HAASM – Staszek recytuje regulaminową formułę.
Z domu wychodzą powoli ludzie. Trzymają się ciasną gromadą.
Gospodarz podchodzi powoli, staje obok mnie. Spogląda na leżący, pokrwawiony pancerz.
- Nie żyje, prawda?
- Nie - odpowiadam.
Żegna się.
- Kim był?
- Porządnym człowiekiem. Amerykaninem.
- Gdzie go pochowacie?
- Nie wiem.
- Pochowajcie go pod czereśnią. Zadbamy.
- To nie zależy ode mnie.
- Pochowajcie, gdzie zginął – naciska.
- Przekażę Waszą prośbę komu trzeba – znowu ten obcy głos. Chryste, muszę pogadać z Magdą.
- Dziękuje, Panie Oficerze.
- Skąd Wiecie, że jestem oficerem? – pytam.
- Tak to widzę. Też byłem w wojsku. Takim normalnym – odpowiada.
Normalnym wojsku.
- Jak się nazywacie?
- Józef Marczuk. Sołtysem jestem - dodaje.
Starszy Zientek ręką wskazuje coś pod płotem. Spoglądam. Niedobity Szarak, próbuje się czołgać.
Marczuk chwyta drewniany klocek i jednym skokiem dopada Obcego. Mdlący trzask pękających kości.
Już chcę wrzasnąć, że nie w ten sposób. Daję spokój.

Offline rutkov

  • KG200
  • *
  • Versuchskommando
    • KG200
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #11 dnia: Kwietnia 27, 2019, 22:35:32 »
Dobre, w starym stylu, jak fragment Joe Haldemana. Musowo musisz coś sklecić w jedną dłuższą historię, masz do tego dryg - moim skromnym zdaniem oczywiście - co zresztą zawsze było widać.

Wysłane z mojego SM-T835 przy użyciu Tapatalka

miłośnik 110-tki    •    I/KG200_Doktor  ♥1972-†2006   •   Czekamy Ciebie czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci. Byś nam, kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci, była zbawieniem, witanym z odrazą.    •   Han Pasado!    •    GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM

Offline HAV

  • *
  • LAST CAT STANDING
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #12 dnia: Kwietnia 27, 2019, 23:14:27 »
Kusisz... nie daj się prosić i nie kiś tego w szufladzie :evil: szkoda by się "marnowało" i kurzyło ;)

Dr.Hugo

  • Gość
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #13 dnia: Kwietnia 28, 2019, 07:32:39 »
Rutek, rozszyfrowaliście mnie bezbłędnie tym razem.
Moje obsesyjne zainteresowanie pancerzami wspomaganymi sięga wczesnej młodości J i gry Turrican.  Moje... tfu, dzieło jest pełne subtelnych, niczym seria z MG42, nawiązań do tej gry. Pojawiają się nawet nazwiska twórców całej serii Turrican.
IronMan... zdecydowanie nie. Powstał wspaniały opis mordobicia, zaczynający się od zdania „Ej, ty. IronMan, najpierw jedzą prawdziwi żołnierze.”
Haldemann i Wieczna wojna. Naprawdę fajna książka, jak również jej kolejne części. Są pancerze, są kosmici, jest twarda fizyka Einsteinowska i dylatacje czasu. Tyle że Haldemann nie wyszedł koncepcyjnie poza sposób działania i taktykę drugowojennej piechoty. Skucha.
Jest John Ringo i „Posleeni”. Mega seria, tyle że przegięta w drugą stronę. Pancerz wytrzymuje detonację bomby termonuklearnej pod...pardon, dupą. Do tego strzelają pociskami 3 mm o prędkości 0,4 c. Ktoś to policzył, i wyszło iż pocisk lecący z taką prędkością ma energię, około 4 kT :D Nie wspomnę o napędzie antygrawitacyjnym i zasilaniu antymaterią.
Ringo koncepcyjnie nie wyszedł poza sposób działania i taktykę epoki wietnamskiej.
Fizykę traktuje raczej jako ciekawostkę, niż zestaw obowiązujących praw.
Wszystkie te pancerze obsługuje się językiem, przyciskami w rękawicach i innymi sposobami.
Wreszcie najlepszy z nich wszystkich, Michaił Achmanow I „Przybysze z Ciemności”
Hardcore. Główny bohater jako jedyny przeżył atak Obcych na jego okręt. Został wzięty do niewoli. Pechowo. Pechowo dla obcych, bo razem z pancerzem.
Rosyjskim pancerzem wspomaganym, czyli lepiej niż Jak-3 w Sturmoviku. Summa summarum, roznosi na strzępy trzykilometrowy okręt obcych, porywa im kobietę ( obcy są niemalże zgodni na poziomie genetycznym z ludźmi), i na sam koniec robi jej dziecko. Jak kraść to miliony, jak p... to księżniczki.
Jest jeszcze niejaki Bartoś. Czech. I jego książka „Najemnicy”. Pancerze obsługiwane językiem i przyciskami.
Kurde. To wszystko to nie to.
Jak chcesz coś mieć zrobione porządnie, zrób to sam.

Moje pancerze podpina się do układu nerwowego, i panowie określają to terminem Połączenie. Z dużej litery. Zupełnie nie sprawdzają się w grząskim terenie, bo ważą około 800 kg. Nie przepadają za wodą.  Zasilane są power packiem składającym się z reaktora termonuklearnego (obszar gorący reaktora ma 0,7 mm :D), klasycznego turbogeneratora o mocy 500 kW i na 4 gramach trytu i deuteru mogą pracować przez 24 godziny. Są hałaśliwe, i generalnie „Zasadniczo to wszystko co związane jest z pancerzami jest nieprzyjemne. Niezależnie od tego z której strony pancerza się znajduje”.
Ale... Można w nich przechodzić przez ściany (nie byłbym sobą gdybym nie zamieścił opisu drobnej pomyłki głównego bohatera, pt. ta ściana byłą z żelbetu, a nie z cegieł), można rzucić w kogoś rozrzutnikiem do gnoju :D, albo przeskoczyć nad 3 metrowym ogrodzeniem ( w sumie łatwiej by było po prostu przejść przez nie, jakby go tam nie było, ale nie wyglądałoby to tak spektakularnie).
I wreszcie rzecz absolutnie nowa. Panowie operatorzy mogą „myśleć do siebie”, zamiast mówić. W dowolnej chwili mogą wywłaszczyć np. wyrzutnik granatów kolegi, tak by ostrzelać cel, którego sami nie byli by w stanie ostrzelać. To tak zwany tryb ognia uzupełnianego. Modyfikacja HAASM, czyli Heavy Armored Assault Mod to totalna rzeźnia. Są cięższe o 200 kg, lepiej opancerzone i wolniejsze, ale ich podsystem desygnacji i kontroli ognia pozwala strzelać ze wszystkich rodzajów uzbrojenia jednocześnie. Regułą jest iż operatorzy HAASMów są, mówiąc wprost, pierdolnięci, i trzymają się razem. Uważają się za bogów wojny, inkarnację Marsa.
Standardowy sposób ich działania to ogień uzupełniający z kolejkowaniem celów, według oceny wspomagania taktycznego... :D. Dysponują silniejszymi sensorami, które są współdzielone z resztą drużyny.
Drużyna ma wsparcie w postaci dwóch kluczy Fierstorm’ów, czyli myśliwców hipersonicznych (ukłon w stronę UFO Enemy Unknown), pilotowanych przez Miedzianogłowych, panów którzy łączą się ze swoim samolotem oraz artylerią korpuśną w postaci Krabów i Goździków, a czasami nawet z amerykanckim B-52.
Jest jedna, jedyna rzecz która wywołuje paniczny strach każdego operatora pancerza. To test sprawnościowy i strzelecki, który trzeba zaliczyć co jakiś czas. Połowa drużyny, nie ma pojęcia jak usunąć zacięcie w Berylu :D, i nagminnie określa tę broń mianem „karabin maszynowy”, wywołując dziką furię u wyższych oficerów Korpusu.
Całość jest mocno osadzona w realiach WP, za sprawą mojego bardzo dobrego kolegi, ( 3 lata jeżdżenia na trasie Bytom-Warszawa, tydzień w tydzień) który jest chorążym sztabowym w jakiejś ultra tajnej jednostce nieopodal Modlina. Zaliczył KFOR, IFOR i QWERTY :D i potrafi nieźle przyp... jak to miało miejsce w sylwestra, zeszłego roku.

Ergo, książka to całkowicie eklektyczny mix wydarzeń tragikomicznych, surrealistycznych, śmiesznych i smutnych.
Jest wątek big love, jest pani Kasia, która nie boi się niczego i nikogo i z żelazną konsekwencją ściga panów którzy wzięli na kredyt fajki w kantynie, jest wreszcie Mieczysław Szarak, który nie jest wcale Szarakiem tylko Przedwiecznym, są etatowe koty korpuśne o imionach Rommel i Guderian, i jest wreszcie długowłosa jamniczka pana generała, która wraz ze wspomnianymi  kotami tworzy grupę o charakterze zbrojnym :D

Sami widzicie. Skazany na sukces  :D

Zrobimy tak. 
Wkleję Wam, dzieci jeden z lepszych rozdziałów, i koniec.

Potem zainteresuje się wydaniem e-booka.
Autor zastrzega sobie prawo skontaktowania się z wybranymi użytkownikami tego forum :D


« Ostatnia zmiana: Kwietnia 28, 2019, 12:28:09 wysłana przez KosiMazaki »

Offline rutkov

  • KG200
  • *
  • Versuchskommando
    • KG200
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #14 dnia: Kwietnia 29, 2019, 00:11:16 »
I tak trzymaj, pamiętaj tylko, jak będziesz negocjował grę na bazie książki - bierz udziały ;-)
miłośnik 110-tki    •    I/KG200_Doktor  ♥1972-†2006   •   Czekamy Ciebie czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci. Byś nam, kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci, była zbawieniem, witanym z odrazą.    •   Han Pasado!    •    GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM