Obejrzałem za jednym razem, ale nie służy to wychowaniu w trzeźwości.
Doznania takie same jak przy "Zenku", tak tak, oglądałem, można to określić katowaniem się dla udowodnienia sobie i innym, że wytrzymam. Mogłem korzystać z dopingu procentowego, co przynosiło ulgę przy zarówno jednym i drugim... filmie, o ile można to tak nazwać.
W Midway najbardziej podobał mi się "atak kormoranów na ławicę ryb", dwie trzecie stada zanurkowało.
Po starcie z pokładu samoloty rwały niczym MiG-29 na sterydach.
Tyle mogę się czepić, bo reszta to... i tak dalej.
Jedyny plus: Nimitz był białym facetem, czy miałbym coś przeciwko, gdyby był czarny? Tak, zważywszy na fakty, miałbym.