Spostrzeżeń ciąg dalszy.
Mustang jest z tytanu. Wczoraj władowałem w gościa z bliska (z około 100m) serię z 30-tki (K4) i
... poleciał dalej. Nie mówię o trafieniach z Mg 131, bo te nie robią wrażenia na nim wcale

Polatałem też trochę więcej na K4 i powiem, że nowe dźwięki silnika bardziej mi pasują

. Ale mogłyby brzmieć jak elektryczna szczoteczka do zębów, byle tylko nie rozpadał się po jednej kulce z konika czy P-38. A na dodatek walka w pionie z P-51 lub P-38 (nawet z Tempestem) to utopia, bo zanim hamerykańce zarżną silnik (o Spicie nie wspomnę, bo ten ma silnik w całości z tytanu powlekanego kryptonitem) to bidny Daimler (DB 605DCM) już dwa razy wypluje z siebie kulki od łożysk z przekładni
...Odnośnie blaout'ów.
Coś mnie tu nie pasuje, ponieważ jak ja gonię cokolwiek (P-38, P-51, Tempest czy Spit) przy skrętach tracę "widoczność" prawie natychmiast. A oni lecą dalej. Rozumiem, krzywa pościgu, większ
e kąty natarcia, większa prędkość podejścia i takie tam bzdury, które powoduję wcześniejszą utratę przytomności przeze mnie. Ale jak oni gonią mnie i mają większą prędkość i staram się uciec ciasnym zwrotem - bach
! - widoczność jest "out" - a jak się ocknę to albo lecę w kawałkach, albo są centralnie za mną i potem to już oglądam widoki zewnętrzne.
Na jakiej zasadzie pracuje ten algorytm utraty przytomności, bo chyba zależy od typu samolotu, co mnie martwi strasznie, bo przypomina parchy niewrażliwe na prawa fizyki.
Pilot P-38, który nie bawi się w bombardowanie tylko weźmie "czystą" konfigurację i wdrapie się na 6-8k - jest panem sytuacji. Ciężko mu uciec, obojętnie czy w górę czy w dół, a w walce 1:1 jest całkiem zwrotny. No i to uzbrojenie w nosie. Masakra

Wczoraj pokręciłem się na D9 trochę wysoko z dwoma P-38 i nie dali mi żadnych szans. Obojętnie co próbowałem robić, po ataku wychodzili w górę i w końcu mnie rozstrzelali
.Jeden na jeden z P-51 czy Tempestem też nie jest za różowo, bo mimo swojej masy Hawker ładnie idzie w górę i całkiem nieźle zakręca

Tempest ma trochę problemy ze stabilnością - potrafi wywinąć koziołka. Ale P-51 już nie. Nie dość, że jest na prawdę odporny (jego odporność to żart w stosunku do DM P-47 swoją drogą) to jest bardzo, ale to bardzo stabilny w zakrętach i ciasnych zwrotach. Walczyłem z jednym wczoraj tak od 3k do 1k i nawet raz go nie bujnęło ...
W sumie nie jest tak źle, trzeba wyrobić sobie inne nawyki i trochę zmienić podejście, czyli nie 5 w jednym locie, a jednego w każdym z pięciu wylotów

.
Ale najważniejsze, jest to, że w końcu nie latam przeciwko radzieckiej myśli technicznej
...

Ramm.