Pograłem małą chwilę (4 godziny) w Oblivion. I powiem tylko:
ŁAŁ
Gorąco polecam wszystkim, którzy narzekali kilka stron wcześniej na współczesne cRPG'i (heh, ja też).
O grafice to nawet trudno coś powiedzieć, 3DMarki wymiękają przy niej.
Engine naprawdę dopracowany, żadnych zwisów a czas wczytywania znacznie krótszy niż w Morrowind.
Sposób rozwoju postaci znany z poprzednich części, żadnych punktów doświadczenia za zabijane stwory czy całej tej metodologii z D&D. Jak machniesz mieczem i przeciwnik będzie w pobliżu to go trafisz, jak zastawisz się tarczą to cios zatrzyma się na niej (i obrażenia mniejsze będą). Jak spudłujesz z łuku bo źle wycelowałeś i strzała zatrzyma się na drzewie (a nie na przeciwniku), to po walce możesz podejść do drzewa i ją wyjąć (albo poszukać w krzakach obok).
No i przede wszystkim
klimat, bliższy "klasycznemu" fantasy niż poprzednia część. Jeśli miałbym z czymś porównywać to Gothic II i Daggerfall. Sporo rzeczy przypomina mi Władcę Pierścieni (Zwłaszcza jak wyszedłem z pierwszych podziemi i zobaczyłem wieże Cyrodil: coś jak Orthank, a samo miasto jest podobne do Minas Tirith). Ale największą przyjemność daje świadomość, że za tymi górami na horyzoncie rozciąga się dalsza kraina, wystarczy tylko pójść w tamtą stronę...
Gra doskonała to nie jest. Ale jest baaardzo blisko.

No i na koniec mały rys historyczny pod tytułem ewolucja ludzkiego szkieletu:
1994 - TES1: Arena

1996 - TES2: Daggerfall

2002 - TES3: Morrowind

2006 - TES4: Oblivion

Na tym screenie to bardziej widać Cyrodil a nie szkielet. Ale co tam
