Zapalenie wylewającego się paliwa problemu nie stanowi, pod warunkiem, że nie próbujemy tego zrobić kulą z karabinu, opary też nic nie dają jeśli zamiast zapałek zamierzamy użyć .50 cal. Wiem, że to się wydaje logiczne, bo pocisk jest gorący wydziela iskry itd, ale to zwyczajnie dzieje się zbyt szybko, żeby mógł nastąpić zapłon.
Zastanówcie się nad taką kwesti: punkt kontrolny w Iraku, podjeżdza samochód i nie zatrzymuje się mimo strzałów ostrzegawczych, kilkunastu Marines napiera do niego ze wszystkiego co ma i dziurawią go jak ser szwajcarski. Nie wybucha. Co więcej, Amerykanie koombinują nad większym kalibrem, żeby skuteczniej dziurawić blok silnika takich wozów i zatrzymywać je zanim terroryści zdąża podjechać blisko celu i zdetonować ładunek wybuchoy. Taki ładunek to zazwyczać pociski artyleryjskie w bagażniku. Gdyby fura wybuchła, to eksplozja zmitłaby wszystko w promieniu kilkudziesięciu metrów, a to żołnierzom USA nie jest na ręke. I najlepszy sposób jaki wymyślili, żeby zatrzymać takie auto to strzelanie do niego. Z jak największego kalibru.
Tak czy siak:
http://www.youtube.com/watch#!v=-Ec4tz1awEQ&feature=relatedRóżny dym tu widać i płomienie, i wybuchy, ale jakoś nijak nie jest to podobne do tego co na screenach Ola. Dodam, że filmik pierwszy z brzegu jest, nie szukałem nic specjalnie.
Myślę, że nie ma co się dalej spierać, na pewno da się zapalić samolot strzelając do nie, ale to co się pali, jak się pali, czy zawsze i wreszcie czy od bezpośredniego kontaktu z pociskiem, to już nie jest takie oczywiste.