Autor Wątek: Beryl – z czym to sie je?  (Przeczytany 22641 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Beryl – z czym to sie je?
« dnia: Stycznia 22, 2007, 14:46:25 »
Beryl – z czym to sie je?


W topicu o pepeszy parę razy padła nazwa karabinku Beryl (jako szajs karabinek :) )  Jako że lubię broń wszelakiego typu, chwile się nad tą naszą zabawką po zastanawiałem i poszukałem informacji (a wygląd ma ładny).  Z tego co znalazłem na www wnioskuje że jest to typowy karabinek nie lepszy, ani nie wiele gorszy od innych, większym bólem z tego co przeczytałem to problemy z mocowaniem optyki pochodzenia innego niż polskie (ale wstyd się przyznać pojęcie o berylu mam żadne).

 Czy może ktoś bardziej doświadczony się wypowie,.... Razorblade łodezwij się :D
\___[O}====-
 /OOOOO\

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 22, 2007, 17:07:36 »
OOOOOOOOOOOOO....... PROWOKATOR!. Razor nie daj się podpuścić

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 22, 2007, 17:22:27 »
Tak szczerze jestem po prostu ciekawy opinii kogoś kto zna się na rzeczy – jednocześnie też czemu szajs karabinek???  W końcu bazą od której pochodzi beryl jest kałach znaczy AKM zgadza się??  (mogę gadać głupoty nie znam się wiem tylko co to muszka i szczerbinka z gier jak OFP :D).  A to w warunkach bojowych jest jedna z najlepszych konstrukcji (choć i tak za najlepsze uważam serie m16 i m4). Spodziewał bym sie iż Beryl będzie co najmniej tak dobry jak AKM albo lepszy ... jak to jest naprawdę ??

W temacie widać było negatywne nastawienie do beryla, chętnie usłyszał bym coś więcej na ten temat...
\___[O}====-
 /OOOOO\

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 22, 2007, 17:29:51 »
Beryl jest karabinkiem zbudowanym jako rozwinięcie karabinka AK, podobnie jak wiele innych np. Galil, Valmet, AK "seriii 100" itp.

Na czym polegają problemy i skąd pogląd, że to "szajs-karabinek"? Na razie pokrótce, bo na jakąś większą "monografię"  :004: tej broni możesz liczyć dopiero w środę (brak czasu).

1. Absolutnie chory pomysł polegający na rozdzieleniu funkcji bezpiecznika i przełącznika rodzaju ognia. To kompletnie niewytłumaczalna bzdura (pochodząca jeszcze z Tantala - czyli polskiego AK na amunicję 5,45mm), bo jest to odwrócenie tendencji występującej na świecie po DWS, polegającej na łączeniu tych dwóch elementów w jeden przelącznik i to najlepiej umieszczony tak, aby można było nim operować bez zdejmowania dłoni z chwytu broni.

Klasyczny AK miał tem element umieszczony nieciekawie, bo po prawej stronie komory zamkowej, czyli trzeba zdjąć rękę z chwytu aby przełączyć dość toporną "wajchę". Była to jedyna chyba wada tej broni w czasie jej świetności. W czasie gdy zaczęły powstawać zmodernizowane klony AK np. Galil - próbowano tej sutuacji zaradzić. W Galilu po prostu wprowadzono przełącznik "pod kciukiem", pozostawiając oryginalny na prawej stronie komory. Natomiast w AK serii 100 i Valmet uznano, że jest to taka już cecha tej broni i pozostawiono przełącznik "tak jak był".

W Radomiu uczyniono coś totalnie bzdurnego i rozdzielono funkcje - bezpiecznik został na prawej ścianie komory (aby odbezpieczyć broń trzeba zdjąć rękę z chwytu!), natomiast przełącznik rodzaju ognia przeniesiono "pod kciuk prawej ręki", dodając jednocześnie kontrowersyjne w broni o tak małej szybkostrzelności trzecie położenie - czyli seria 3 strzałowa (chyba objaw mody - bo funkcjonalności na pewno nie).

2. Kolba - już w Tantalu tandetna, "zerżnięta" z rozwiązania NRD rurowa kolba była nieco przykrótka. W Berylu wprowadzono sensownego kształtu kolbę, ale jeszcze krótszą. Prawdopodobnie wyraz tendencji do używania kamizelek przeciwodłamkowych i kulodpornych w wojsku, ale spowodowało to trudności w posługiwaniu się karabinkiem przez strzelców od dłuższych rękach i bez kamizelki. Dopiero obecnie na bazie doświadczeń irackich, kombinuje się kolbę o regulowanej długości - choć problem był znany od początku istnienia broni (ale "wojsko musi to i tak od nas kupić").

3. Umieszczenie celownika - standardem UW były szyny boczne - natomiast w NATO są to szyny na powierzchni górnej. Próba zmiany tej sytuacji w broni, w której element pokrywy komory zamkowej nie jest sztywnym elementem, a jest tylko "pokrywką" zabezpieczającą przez zanieczyszczeniem (każdy kto zna AK wie, że jest to element zawsze trochę luźny) doprowadziło do dodania kolejnego elementu - czyli osobnej szyny zakładanej "nad pokrywe komory". Niestety ten element nigdy nie uzyska takiej sztywności jak w broni o innej konstrukcji komory zamkowej, a dodatkowo komplikuje niepotrzebnie budowę samej broni.

4. Debilny dodatkowy, odłączany (nieskładany!) dwójnóg - przenoszony w ładownicy. Tego to już nawet komentować nie trzeba  :021:

Co należało zrobić?

Skoro projektowało się broń nową broń to można było pozostawiając wewnętrzny układ mechanizmów broni (jest dobry i po co to psuć  :001:), obudować to nową obudową - ergonomiczną i dostosowaną do współczesnych wymogów. To żaden problem bo powstało wiele odmian takiej broni np. Tavor czy Valmet w układzie bull-pup. Jeżeli nie chciano stosować układu bull-pup (bo zdania na temat jego wyższości są podzielone) - to wystarczyło tak przebudować komorę zamkową aby można było zastosować normalny bezpiecznik-przełącznik rodzaju ognia, i stworzyć taki układ tego elementu aby górna część komory była sztywnym elemetem umożliwającym mocowanie standardowych celowników optycznych NATO. Konstrukcyjnie nie stanowiło to żadnego problemu, a obecne rozwiązanie stanowi wyraz podejścia producenta przyzwyczajonego do "osłony" państwa, co skutkuje stosunkiem w stylu: "po co poprawiać - wojsko i tak to od nas musi kupić". Niestety obowiązywała kiedyś taka tendencja (i jeszcze pewnie u nas cześciowo obowiązuje) i wojsku wciśnięto tej szmelc (podobnie jak było w lotnictwie z osławioną Irydą itd.), aby "chronić nasz rodzimy przemysł" (który miał wszystko w d*** i wytwarzał buble).

Oczywiście przy okazji projektowania nowej broni można było poprawić jeszcze parę niedoróbek ergonomicznych i funkcjonalych broni typu AK np. przystosować ją fabrycznie do motażu celowników laserowych, oświetlenia taktycznego, standardowego celownika optycznego i innych nowinek technicznych, które rozpowszechniają się w armiach świata.

Najgłupsze jest to, że takie przeprojektowanie AK wcale nie pociągnęłoby za sobą jakiś wielkich nakładów finasowych - wszystkie rozwiązania już istnieją i nie trzeba "wyważać otwartych drzwi".

Problemy z Berylem są wyrazem idiotycznego podejścia w naszym kraju, że najpierw coś się tworzy, a potem sprzedaje (wciska) w wojsku, które ma już niewiele do powiedzenia. W normalnych krajach to wojsko opracowuje specyfikę urządzenie, które ma zamiar zakupić, a producent musi się do tego dostosować, a jak nie to won - rynek producentów uzbrojenia jest duży.

To tak krótko bo "stracznie zarobiony" jestem - spadam  :005:

PS. Jak jest zapotrzebowanie społeczne to mogę w tygodniu strzelić taki artykuł w stylu "Kałasznikow w Polsce", ale to wymaga trochę czasu.
« Ostatnia zmiana: Stycznia 22, 2007, 17:38:02 wysłana przez Razorblade1967 »

Rumburak

  • Gość
Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #4 dnia: Stycznia 23, 2007, 04:20:22 »
Cytuj
PS. Jak jest zapotrzebowanie społeczne to mogę w tygodniu strzelić taki artykuł w stylu "Kałasznikow w Polsce", ale to wymaga trochę czasu.

Czekamy.  :002:
Zawsze to fajnie poczytać, zwłaszcza że nie byłem w wojsku i znam "kałacha" tylko z tv.

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #5 dnia: Stycznia 23, 2007, 11:10:57 »

Hmmm przyznam że nie spodziewałem sie iż jest z berylem 'tak źle' – z wywodem ciężko się w jakikolwiek sposób nie zgodzić. Czyli mówiąc krótko miało być pięknie a wyszło jak w Polsce.....

Domyślam się że wady o których napisałeś mają bardzo ujemny wpływ na celność.. ?

i jeszcze

Cytuj
......"pod kciuk prawej ręki", dodając jednocześnie kontrowersyjne w broni o tak małej szybkostrzelności trzecie położenie - czyli seria 3 strzałowa (chyba objaw mody - bo funkcjonalności na pewno nie).


Pytanie – dlaczego ta 3 strzałowa seria jest nieprzydatna ? Nie znam szybkostrzelności beryla, ale zapewne jest bardzo bliska do ak (akm?). Z tego co mi się obiło o uszy AK miały (5.45mm) możliwość strzelania 3 nabojowymi seriami (ale nie wszystkie).dalej taki m-16 również posiada serie 3 strzałowe a jest lżejszy od beryla (3kg zamiast 3,5 kg - choć tu wiem że m 16  ma mniej 'podrzucającą' konstrukcje zamka)...
\___[O}====-
 /OOOOO\

Poniat

  • Gość
Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #6 dnia: Stycznia 23, 2007, 11:54:55 »
Pozwolę sobie swoim dyletanckim głosem odpowiedzieć na kwestię trzech strzałów.

Przy niskiej szybkostrzelności odziaływanie broni na strzelca jest na tyle długie, że powoduje zmianę punktu celowania na tyle dużą, że trójstrzał traci sens. Sieje ogniem zamiast ziać :D

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #7 dnia: Stycznia 25, 2007, 14:48:19 »
Obiecałem coś dłuższego o "Kałachu" - więc choć do końca miesiąca jestem mocno zabiegany - potem najbliższe 2-3 powinienem mieć luźne (kiedy ja ostatnio tak porządnie "polatałem" np w "Loczka" :011: :005:) - przynajmniej częściowo postaram się z tego wywiązać.

Tak pokrótce - tytułem wstępu:

Karabinek AK stał się bronią niemal kultową i doczekała się wielu, często ze sobą sprzecznych ocen. Jak to zwykle bywa, najczęściej spotykane są oceny skrajne czyli albo uważany jest za prymitywną kopię StG-44 nadającą się tylko do służby w armiach kołchoźników i afrykańskich murzynów, albo jest uważany za najlepszą na świecie broń strzelecką, która jest odporna na wszystko i nigdy się nie zacina. Są to oczywiście oceny wydawane przez ludzi raczej na podstawie ich sympatii lub antypatii, a nie na podstawie wiedzy o broni. Prawda jak zwykle leży po środku.

Kwestia „skopiowania” AK z StG-44

Czy karabinek kałasznikowa można nazwać kopią niemieckiego karabinu szturmowego MP-43 -> StG44? Na pewno Michaił Kałasznikow opracowując swoją broń był zainspirowany niemiecka konstrukcją w sensie funkcjonalnym. Widać to wyraźnie choćby po układzie broni, ale czy ją skopiował – raczej nie.

1.Zasadą działania kbk AK jest odprowadzenie części gazów prochowych przez boczny otwór w lufie – taka sama zasada jest w StG-44, ale ten sposób poruszania automatyki broni był znany praktycznie od zarania broni automatycznej – w zasadzie większość rkm-ów i karabinów samopowtarzalnych z okresu „przedkałasznikowowskiego” wykorzystywała ten sposób.

2.Ryglowanie broni (czyli coś nie mniej ważne przy klasyfikowaniu broni jak zasada działania) odbywa się poprzez obrót zamka i tutaj niemiecki produkt finalny się różni ponieważ w StG-44 ryglowanie odbywa sie poprzez wychylenie zamka w płaszczyźnie pionowej. Co prawda zasada ryglowania przez obrót zamka była obecna w konkurencyjnym projekcie niemieckiego karabinu szturmowego czyli Mkb-42(W), z którego do konstrukcji  wzięto mechanizm spustowy i połączono go z karabinkiem Mkb-42(H) podczas konstruowania MP-43 (doszły też oczywiście inne zmiany)

3.Umieszczenie przewodu gazowego i tłoka – jest podobne w obu broniach – ponad lufą. Tutaj mogło to zostać zainspirowane StG-44, bo większość broni automatycznej działającej na tej zasadzie z okresu DWS miała przewód gazowy umieszczony pod lufą.

4.Zupełnie inna jest w obu rozpatrywanych broniach sama konstrukcja szkieletu broni i komory mechanizmów. W StG-44 elementem wytrzymałściowym jest górna cześć komory zamkowej, która łączy się z tylcem i kolbą (otwarcie następuje poprzez zawiasowe wychylenie w dół części dolnej komory wraz z mechanizmem spustowym. W karabinku AK jest odwrotnie i cała konstrukcja jest oparta na dolnej części komory zamkowej, a górna część to tylko pokrywka chroniąca broń przed zanieczyszczeniami.

5.Inne jest też umieszczenie sprężyny powrotnej – jest ona związana z tylcem (będącym elementem kolby), rączki przeładowania (z drugiej strony), inne jest umieszczenie i rozwiązanie takich elementów jak bezpiecznik i przełącznik rodzaju ognia.

Broń kałasznikowa nie została skopiowana z StG-44, ale też nie ma w niej w zasadzie żadnego ważnego elementu, który wcześniej nie był już znany i użyty w innych modelach broni strzeleckiej. Kałasznikow po prostu w bardzo zręczny sposób połączył znane i występujące rozwiązania konstrukcyjne w jedną udaną całość. Po prostu wybrał to co wówczas wydało się najlepsze i umieścił to w jednym typie broni czyli karabinku AK – np. składana kolba ma wyraźny związek z kolbą od MP-40. Przy okazji nazywanie tej broni AK-47, co jest powszechne nawet już w materiałach rosyjskojęzycznych nie jest prawidłowe. Ta broń nazywa się po prostu AK – w okresie powojennym przez długi okres w Związku Radzieckim nie używano określeń cyfrowych w typach broni - stąd były – SKS, AK,  AKM, RPD, RPK, SWD itd. To oznaczenie przyszło z zachodu (ponoć pierwsi tak nazwali ten karabinek amerykanie) i do tego jest obarczone poważnym błędem rzeczowym. Oznaczenie cyfrowe wzorów broni w ZSRR pochodziły nie od roku skonstruowania, od roku wprowadzenia do uzbrojenia – czyli gdyby być upartym to ta broń powinna się nazywać AK-49, a nie AK-47. Bo prace nad karabinkiem rozpoczęto w 1944 roku, przedstawiono ją do badań wojskowych 1946 roku, a oficjalnie przyjęto do uzbrojenia w 1949 roku – czyli rok 1947 nie stanowi żadnej ważnej daty w historii tej broni. Zresztą nazywanie karabinka AK ze składaną kolbą karabinkiem AKS (analogicznie do AKMS) też nie jest do końca prawidłowe.

Jak ocenić karabinek Kałasznikowa?

Przede wszystkim należy dokonywać tej oceny w oparciu o współczesne ocenianej broni konstrukcje, a nie porównując ją ze współczesną bronią. Stąd porównywanie standardowego, „starego” AK, zasilanego amunicją 7,62 mm x 39 z karabinkiem M-16 jest trochę bez sensu. Bo po pierwsze jest to broń zasilana amunicją pośrednią małokalibrową o zupełnie innych parametrach balistycznych, a ponadto M-16 powstał kilkanaście lat później i w innych warunkach.

Karabinek AK został wprowadzony do uzbrojenia i używany wtedy gdy w Zachodniej Europie królowała silna amunicja karabinowa. Najbardziej udana broń Europejska tego okresu czyli karabin FN FAL strzelała taką amunicją (choć był początkowo konstruowany do amunicji niemieckiej 7,92 x 33, a potem do eksperymentalnej brytyjskiej .280) co powodowało, że praktycznie nie nadawała się do prowadzenia ognia ciągłego (część jej klonów zresztą była w ogóle pozbawiona tej możliwości – np. brytyjski L1A1). We Francji powstał klasyczny karabin samopowtarzalny czyli MAT-49 (który potem przerodził się w MAT-49/56). Za oceanem wprowadzono M-14 czyli zmodyfikowany Garand, dostosowany do amunicji 7,62 mm x 51 i zasilany z klasycznego  magazynka (próby dostosowania broni do prowadzenia ognia ciągłego też nie były zbyt udane – i większość serii miała tylko możliwość strzelania ogniem pojedynczym).

Czyli można tę broń (FN FAL, MAT-49 i M-14) porównać ze „starym” AK. Tutaj niewątpliwą przewagę zyskuje konstrukcja radziecka ze względu na zastosowana amunicję, która umożliwiła stworzenie broni poręcznej i dostosowanej do prowadzenia sensownego ognia ciągłego. Konstrukcyjnie FN FAL wcale był nie gorszą bronią, ale „triumf polityki nad balistyką” czyli narzucenie przez amerykanów europejskim państwom NATO silnej amunicji karabinowej, zdegradowała tę świetnie zapowiadający się karabin szturmowy do roli zwykłego karabinu samopowtarzalnego.

Jakie zalety ma karabinek AK w porównaniu z bronią tamtego okresu?

Przede wszystkim jest bronią poręczną – długość AK to 870 mm (z kolbą składaną 875/645 mm), natomiast FN FAL  50-00 – 1100mm, 50-61 – 1095/845 mm, 50-63 (kbk) – 998/748 mm. Czyli nieco lepiej dostosowaną dla żołnierzy wojsk zmotoryzowanych i zmechanizowanych. Ponadto ma 30-nabojowy magazynek choć większość broni tamtego okresu miała magazynki 20-nabojowe. Konstrukcja samej broni jest prosta i mało wrażliwa na zanieczyszczenia i brutalne traktowanie na polu walki co oczywiście jest okupione dość duża wagą broni, która sięga 5 kg (5,08 kg – broń z kolbą drewnianą, załadowana, przybornik w kolbie i nałożony bagnet – sam „pusty” kbk 4,3 kg) Duże znaczenie dla niezawodności broni ma „nadmiar objętości” komory mechanizmów broni gdzie mogą opaść zanieczyszczenia oraz solidna konstrukcja rączki zamkowej, związanej z suwadłem umożliwia nawet „siłowe” otwarcie (nogą – po oparciu kolby o ziemię) lub dopchnięcie zamka (dlatego np. w M-16A1 zastosowano tzw. dopychacz zamka). Broń nie posiada też małych „rozbieralnych” części, które można zgubić w czasie rozkładania do czyszczenia „w polu”.

Broń oczywiście ma też pewne wady:

Karabinek AK do najcelniejszych nie należy – praktycznie można z niego prowadzić celny ogień do celów wielkości człowieka na odległość do 300m – inna sprawa to fakt, że na współczesnym polu walki to w zupełności wystarczające. Jest to związane głownie z niezbyt długa linią celowania i mało precyzyjnymi przyrządami celowniczymi (szczerbina). Wg współczesnych wymagań ergonomia broni nie jest najlepsza. Szczególnie umieszczenie bezpiecznika-przełącznika rodzaju ognia z prawej strony komory zamkowej jest sporą wadą broni. Dla odbezpieczenia broni trzeba zdjąć prawą dłoń z chwytu. Co prawda pod koniec DWS gdy powstawał AK spotykano różne umieszczenie tego elementu w postaci przepychanych kołków, suwaków itp., ale rozwiązanie skrzydełkowego bezpiecznika uruchamianego kciukiem dłoni ułożonej na chwycie bez zdejmowania palca ze spustu było juz znane (np. Thompson czy StG-44). Plusem natomiast było zastosowanie jednego mechanizmu dla odbezpieczania broni i zmiany trybu prowadzenia ognia.
Umieszczenie rączki przeładowania z prawej strony raczej nie uznaję za wadę bo w tamtym okresie stosowano to równie często jak z lewej strony – np. M-14, AK z prawej, StG-44, FN FAL z lewej.

Karabinkowi AK zarzuca sie też, niemożliwość poprawnego instalowania celowników optycznych. Ale dotyczy to tylko celowników standardowych NATO zakładanych na górną powierzchnię broni. W ZSRR celowniki montowano na szynie bocznej, więc nie stanowiło to żadnego problemu. W końcu nie jest to wina Kałasznikowa, że jego broń zaczęto używać u „imperialistów”.

Wiele odmian „Kałasznikowa” można zobaczyć tutaj:
http://kalashnikov.guns.ru/models.html

No i teraz do sedna sprawy czyli:

Kałasznikow, a „sprawa polska”

Karabinek AK został przyjęty do uzbrojenia Wojska Polskiego w 1952 roku (wersja z kolbą drewnianą) i 1957 roku (wersja z kolbą składaną), a od 1958 uruchomiono jego licencyjną produkcję w Radomiu. Początkowo broń była klasyfikowana jako pistolet maszynowy – pmK. Od lat sześćdziesiątych jest nazywany karabinkiem. Od 1965 roku produkowano zmodernizowaną odmianę broni AKM (zmniejszenie wagi, poprawa technologiczności i ekonomi produkcji – opracowana w ZSRR w 1959) i potem AKMS (kolba składana).

Karabinek Kałasznikowa doczekał się kilku rdzennie polskich wersji:

1. Pierwszymi polskimi modernizacjami było dostosowanie tej broni do strzelania granatami nasadkowymi. W końcu lat pięćdziesiątych opracowano broń nazwaną kbkg wz. 1960 (karabinek-granatnik), wprowadzona potem do uzbrojenia WP. Ponieważ standardowy karabinekAK  nie miał możliwości strzelania granatami opracowano broń, która miała być przydzielana w proporcji 1 na drużynę i można było dokonać jej konwersji karabinka w wyrzutnię granatów poprzez nakręcenia nasadki na lufę, założeniu celownika do strzelania granatami, zastosowania amortyzatora na kolbie i magazynka na naboje miotające. Czyli nie było to klasyczne dostosowanie karabinka do strzelania granatami, a właśnie próba opracowania broni konwersyjnej. Różniła się ona od standardowego AK – zaworem odcinającym gazy (była powtarzalna), zabezpieczeniem pokrywy komory, miała specjalne  uchwyty na amortyzator i celownik. W odróżnieniu od rozwiązań współczesnych, przejście ze strzelania amunicją 7,62 mm do strzelania granatami zajmowało pewien czas. Broń potem zmodernizowane do wersji kbkg wz. 1960/72 (inny celownik i drobne zmiany). Całe to przedsięwzięcie było może niezbyt udane to biorąc pod uwagę, że standardowe AK nie miały w ogóle możliwości strzelania granatami – był to postęp.

2. Potem mieliśmy już dość nowoczesną modernizację czyli kbkg wz. 1974 czyli karabinek granatnik z granatnikiem podwieszanym – taki odpowiednik amerykańskiego M-203. Co ciekawe amunicja do tego granatnika była jednostronnie zamienna z amunicją amerykańską. Dało się ponoć wystrzelić granat amerykański z polskiego granatnika, ale nie odwrotnie - bo długość łuski w polskiej amunicji była większa o 1 mm i M-203 sie nie domykał. Polski granatnik wz. 1974 osobiście oceniam użytkowo wyżej niż amerykański M-203. Przede wszystkim wygoda strzelania – przechodząc ze strzelania 7,62mm na 40mm nie trzeba przekładać rąk (tak jak w M16 + M203). Podczas trzymania broni rolę łoża pełni granatnik z tym, że bezpiecznik przyciskowy, mamy pod palcem wskazującym lewej ręki, a spust pod kciukiem. Jest to znacznie wygodniejsze niż zmiana chwytu (trzeba chwycić za magazynek) w rozwiązaniu amerykańskim. Ponadto otwieranie zamka za pomocą solidnej dźwigni i odchylania go na zawiasie w dół lepiej sprawdza się w warunkach zanieczyszczeń niż przesuwana lufa w M203.


Do tej chwili wszystko szło z „naszym kałachem” całkiem dobrze - „schody” zaczęły się gdy postanowiono wzorem NATO i ZSRR przejść na amunicję małokalibrową – radziecką 5,45 mm x 39. Czyli zbudować broń analogiczną do radzieckiego AK-74. Prace zaczęły się już w 1980 roku, ale oficjalnie prace podjęto dopiero w 1984 roku. Początkowo broń wykorzystywała rozwiązania zastosowane w kbk wz 1980 i powstał wz. 1981, ale potem w 1987 roku broń przeprojektowano i powstał TANTAL czyli wzór 1988.
Przy tworzeniu tej broni dokonano kilku co najmniej dziwnych rzeczy:

1/ Pierwszą była zastosowanie rurowej kolby składanej na bok wzorowanej na kolbie z broni produkowanej w NRD. O ile samo składanie na bok było sensowne (umożliwiało zastosowanie granatnika wz.1974 w każdym egzemplarzu broni (przedtem tylko w AKM, bo w AKMS przeszkadzała składana pod broń kolba) to sam wybór jej kształtu i konstrukcji było kompletnie chybione. Kolba nie zapewniała odpowiedniego podparcia broni, była mało solidna i zbyt krótka (o jakieś 3-5 cm), a złożona przeszkadzała w obsłudze zatrzasku magazynka.

2/ Zupełnie niezrozumiałym było rozdzielenie funkcji bezpiecznika i przełącznika rodzaju ognia. Tendencja zupełnie inna niż na całym świecie. Dodatkowo wprowadzono mało przydatne urządzenie ograniczające długość serii do 3 strzałów. W broni strzelającej z szybkostrzelnością 700 strz./min jest to zbytnia komplikacja konstrukcyjna, bo i tak strzelania krótkimi seriami nie stanowi żadnego problemu. Urządzenie to zresztą było obarczone pewnym błędem i po dłuższej eksploatacji broni przełącznik samoczynnie się przełączał. W wyniku tych zabiegów największa wada użytkowa AK (czyli archaiczny bezpiecznik-przełącznik rodzaju ognia na prawym boku komory zamkowej) nie została wyeliminowana – a jeszcze pogłębiona. Rozwiązanie leżało w zasięgu ręki – w Izraelu po prostu zdublowano ten przełącznik uzupełniając istniejącą „wajchę” o „skrzydełko” pod kciukiem:



W ogóle broń Izraelska serii Galil to przykład po pierwsze docenienie niezawodności Kałasznikowa i jednocześnie przykład, prostego i udanego wyeliminowania jego wad czyli: umieszczenia bezpiecznika, umieszczenie rączki zamkowej (wygięcie jej do góry umożliwiło obsługę lewą ręką), ulepszenie przyrządów celowniczych. Przy okazji dostosowano broń także do magazynków amerykańskich (Izrael używa też M16) poprzez adapter (takie nieoczekiwana zgodność ze STANAG o magazynkach) oraz zastosowano otwieracz do butelek (to akurat wynik zastosowania lżejszych magazynków – nie dało się już bez uszkodzenia szczęk magazynka „odkapslowywać” butelek).

Kolejnym dziwolągiem Tantala jest odłączany dwójnóg. Dwójnóg w karabinku szturmowym jest często przydatny (mają go np. Galil i FAMAS), ale powinien być składany. Po pierwsze czas potrzebny na wyjęcie i założenie dwójnogu zniechęca do jego używania, a po drugie umieszczony w ładownicy (a w zasadzie na ładownicy) w pozycji pionowej „bardzo przyjemnie” wbija się w ciało przy działaniu w terenie i w rezultacie „wędruje” do plecaka i jest nieużywany.
Urządzenie wylotowe jest przystosowane do wystrzeliwania granatów nasadkowych (odmiennie od AK-74), ale przy okazji tych zabiegów prędkość początkowa pocisku spadła o 20 m/s

Razem z Tantalem opracowano skróconą odmianę czyli subkarabinek Onyks. Sam pomysł broni (podobnej do AKSU) jest słuszny. Broń na amunicję pośrednią, ale o wymiarach pm-u jest przydatna – jednak Onyks jest obarczony podobnymi błędami jak Tantal, za wyjątkiem urządzenia wylotowego (które jest inne), no i ta kiepska kolba ma mniejsze znaczenie przy tego broni.

Tantal jak szybko do wojska wszedł tak szybko z niego wyszedł – bo wprowadzono go do uzbrojenia w 1991 roku czyli w czasie gdy upadał UW. Zaczęliśmy „patrzeć na zachód” więc logiczne było zastosowanie amunicji NATO czyli 5,56 mm x 45. Prace uruchomiono w 1995 roku choć próby dostosowania miały miejsce już wcześniej. I tutaj zaczyna sie dla mnie rzecz zupełnie niezrozumiała, bo choć były już doświadczenia z eksploatacji Tantali  (m.in. wyposażono w nie niektóre polskie misje ONZ) powielono jego błędy i nie starano się w żaden sposób unowocześnić konstrukcji – choć takie zabiegi nie byłyby przecież zbyt kosztowne. I tak trzeba było wyprodukować od podstaw nowe karabinki i nie było żadnego odzysku części itp. W takiej sytuacji należało po prostu zaprojektować nową broń, wykorzystując sprawdzone rozwiązania (zasada działania, konstrukcja mechanizmów wewnętrznych), ale jednocześnie dostosowując system broni (karabinek, subkarabinek i lekki – rkm) do wymogów współczesnego pola walki.

Drogi były dwie:

Skonstruować broń w układzie bull-pup – takie próby były np. Fiński Valmet M82 ...



... oraz np. Bardziej zmodyfikowany Izraelski Tavor:



Można by wtedy zaprojektować i stworzyć broń np. ze szkieletem z tworzyw sztucznych, ergonomiczną i dostosowaną do wszelkich współczesnych nowinek technicznych w stylu celowniki kolimatorowe, małe celowniki optyczne o niewielki powiększeniu, oświetlenie taktyczne, celowniki laserowe itp.

Jeżeli nie zdecydowano by się na układ bull-pup – bo ma też przecież wady, a pozostano przy układzie klasycznym to też można by pokombinować i zastosować w broni regulowanej długości kolbę (dopiero teraz są takie projekty) bo nie da się dopasować jednej długości kolby do strzelania w kamizelce koloodpornej/przeciwodłamkowej i bez tej części „garderoby”. Należało albo zrezygnować z tego dziwnego dwójnoga, albo zrobić to porządnie. Ponadto opracowanie łoża z pionowym chwytem przednim – potrzeba takiego rozwiązania była znana w wojsku od dawna. Sam miałem „po cichu” zapasowe łoże z przykręconym uchwytem – identycznym jak tylny. Dopiero teraz zaczęto nad tym pracować po tym jak w Iraku, żołnierze zaczęli robić modyfikacje broni na własną rękę i zrobiło sie trochę szumu.

Tymczasem do uzbrojenia wprowadzono karabinek wz. 1996 Beryl i subkarabinek Mini-Beryl. Broń ta dalej ma archaiczny bezpiecznik pochodzący z pierwszego „kałacha” czyli rozwiązanie konstrukcyjne sprzed prawie 60 lat (a i tak wtedy nowoczesne nie było). Rozdzielone są także dalej funkcje bezpiecznika i przełącznika rodzaju ognia – nie znam innej współczesnej broni, w której ktoś wpadł na tak „:genialny” pomysł. Problemy stwarza montaż „natowskiej” optyki, bo wymaga to dodatkowej szyny zakładanej na pokrywę komory zamkowej. Ponieważ ten element nigdy nie był elementem sztywnym i bez większych zmian konstrukcyjnych nie może takim zostać.

Obecne pomysły na Beryla to jak widać na rysunku ...



- dodany przedni uchwyt
- magazynek z tworzywa sztucznego
- boczna szyna do montowania oświetlenia taktycznego lub celownika laserowego

Ale jak widać dalej jest to zwyczajny „awtomat Kałasznikowa”, broń która w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych poprzedniego wieku była bronią nowoczesną i przewyższającą większość innych konstrukcji tamtego okresu. Ale teraz mamy rok 2007 i inwestowanie w rozwój tego modelu jest trochę mało perspektywiczne.

c.d.n...

PS. Pisząc ten post oglądałem migawki w TVN z Iraku - krótki filmik (pewnie go jeszcze dzisiaj pokażą nie raz - może ktoś nagra?) pokazuje jak amerykańscy żołnierze "piorą" z "kałachów" (chyba NRD-owskie - kolba!) przez okna do i mają z tego powodu straszną "radochę".
« Ostatnia zmiana: Stycznia 25, 2007, 15:10:36 wysłana przez Razorblade1967 »

Online some1

  • Global Moderator
  • *****
Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #8 dnia: Stycznia 25, 2007, 20:21:30 »
Czy myślałeś kiedyś Razor, żeby zarabiać na życie (ewentualnie dorabiać) pisaniem monografii, bądź artykułów w jakimś czasopiśmie? Pytam poważnie.  :002:
"It's not a Bug! It's an undocumented feature!"

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #9 dnia: Stycznia 25, 2007, 20:34:00 »
Czyli powtórka z Vietnamu, jankesi woleli Kałacha od M-16 i używali zdobycznych.

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #10 dnia: Stycznia 25, 2007, 23:18:12 »
Czyli powtórka z Vietnamu, jankesi woleli Kałacha od M-16 i używali zdobycznych.

heh, strzelanie dla fun z amunicji której nie trzeba rozliczać, z broni o którą nie trzeba dbać ani czyścić bo i tak później idzie na złom

Wy Loku lubicie sobie dopisywać sensacje tam gdzie jej nie ma?

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #11 dnia: Stycznia 26, 2007, 08:01:14 »
Czy myślałeś kiedyś Razor, żeby zarabiać na życie (ewentualnie dorabiać) pisaniem monografii, bądź artykułów w jakimś czasopiśmie? Pytam poważnie.  :002:

Myślałem - myślisz, że warto?  :002:

Czyli powtórka z Vietnamu, jankesi woleli Kałacha od M-16 i używali zdobycznych.

To nie było tak do końca. Zdobycznych karabinków AK używały oddziały specjalne (np. Zielone Berety) w celu zmylenia nieprzyjaciela - np. odgłos wystrzałów, pozostawione łuski itd.

Regularna armia (poza strzelaniem jak to trafnie określił Ramzey - "dla fun" i sytuacji krytycznych) tego nie robiła. I tak wystarczająco często strzelali do siebie i bez używania AK wydającego odmienny dźwięk od M-16.

Kwestia AK vs M-16 w Wietnamie - jak odeśpię bo właśnie wróciłem po całonocnej pracy>

BigMac

  • Gość
Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #12 dnia: Stycznia 26, 2007, 12:08:34 »
Kwestia AK vs M-16 w Wietnamie - jak odeśpię bo właśnie wróciłem po całonocnej pracy>

Czytałem/słyszałem, że M-16 miało tak słabą amunicję, że naboje dosłownie "odbijały się" (ześlizgiwały się, traciły kierunek) od liści w dżungli. Czyli strzelanie do wietnamców przez krzaki, liście i inne zielsko było bardzo utrudnione w porównaniu do strzelania "w drugą stronę" z AK ;). Jak będziesz pisał kolejny artykuł, napisz, czy to prawda :)

Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #13 dnia: Stycznia 26, 2007, 12:36:12 »
Czytałem/słyszałem, że M-16 miało tak słabą amunicję, że naboje dosłownie "odbijały się" (ześlizgiwały się, traciły kierunek) od liści w dżungli. Czyli strzelanie do wietnamców przez krzaki, liście i inne zielsko było bardzo utrudnione w porównaniu do strzelania "w drugą stronę" z AK ;). Jak będziesz pisał kolejny artykuł, napisz, czy to prawda :)

Ekhem – mi to wygląda na bzdury i to mocne :-)
\___[O}====-
 /OOOOO\

Offline Sundowner

  • *
  • Chasing the sunset
Odp: Beryl – z czym to sie je?
« Odpowiedź #14 dnia: Stycznia 26, 2007, 12:49:00 »
W zasadzie jest to prawda, pocisk z kałacha jest duuużo cięższy więc i bardziej stabilny, amerykański pocisk M193 był lekki (55gr), latał szybko, ale i obracał się bardzo powoli (stosowano gwint 1:12" !) co powodowało jego wysoką niestabilność, ale przy okazji też "wredne" rany postrzałowe.

Po wprowadzeniu M855/SS109 (62gr) i wprowadzeniu nowych luf (gwint 1:7") sytuacja znacznie się poprawiła. Natomiast dzisiaj amerykanie coraz częściej korzystają z amunicji powstałej dla oddziałów specjalnych - Mk262 z jeszcze cięższymi pociskami (77gr) więc i jest jeszcze ciekawiej. Natomiast policyjni strzelcy wyborowi, bardzo często korzystają z jeszcze cięższych pocisków Noslera ważących 100gr... chyba cięższego pocisku w tym kalibrze zrobic się nie da :)