Kolejny odcinek, bodajże czwarty, sowiecki generał dostaje UBERTAJNĄ wiadomość i odczytuje ją na miejscu, głośno, zwracając się chyba do niczego nie spodziewającego się szeregowego sowieckiego posłańca.
A mówi m.in. o bombie atomowej. Jest wiosna 1945. Słowo bomba atomowa nie budzi żadnych zastrzeżeń, jest oczywiście oczywiste i tak samo przejrzyste i zrozumiałe jak pędzenie bimbru. Żadnych dodatkowych pytań, żadnego udawanego zdziwienia, nic.
Żenada po prostu.
Scena kolejna, rozmowa Jorga z profesorem, już po 5 minutach rozmawiają o bombie atomowej. Ta scena mogła być porażająca i powalająca na kolana, mogli rozegrać to bardzo dramatycznie, że oto jest wreszcie cudowna broń która może uratować Niemcy, że jest uber i oni mogą ją mieć.
Niestety zamiast tego, mamy rozmowę jak o pietruszce, z e r o dramatyzmu. Nie rozumiem skąd oni wszyscy mają taką wiedzę o bombie atomowej. Znowu żadnych wyjaśnień, czy choćby udawania zdziwienia. Zamiast tego oglądamy przydługie sceny jedzenia ogórków.
Żenada po raz kolejny.
I tak w 100 następnych przypadkach.
Plenery, kostiumy, sprzęt OK. Część aktorów, np: Peszke jako profesor OK. Reżyseria i scenariusz Dziadostwo.