Autor Wątek: Utopiony w swoim awatarze  (Przeczytany 6042 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #15 dnia: Maja 11, 2012, 23:35:43 »
Traun, wcale nie jesteś stuknięty. Obywałem się dłuższy czas bez telewizora, a teraz przeważnie robi za tło lub monitor VHS/DVD. A co do Drzyzgi , cóż chce być polską Ophrą ( i bierze za to niezłą kasę). A chłam typu "Tańce z ..." czy południowoamerykańskie megatasiemce, no cóż odmóżdżają, a debilami łatwiej sterować.
« Ostatnia zmiana: Maja 11, 2012, 23:55:12 wysłana przez Zefirro »
"Różnica między mną a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem."
                                                                                  S. Dali

Offline rutkov

  • KG200
  • *
  • Versuchskommando
    • KG200
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #16 dnia: Maja 11, 2012, 23:53:16 »
Ta, narzekacie na wszelkiego rodzaju durne seriale czy tańce  itd. a to jeden z niewielu czynników spokojnego siedzenia przy kompie :), mojego, gdy żona oglada z córka coś tam... babskiego
miłośnik 110-tki    •    I/KG200_Doktor  ♥1972-†2006   •   Czekamy Ciebie czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci. Byś nam, kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci, była zbawieniem, witanym z odrazą.    •   Han Pasado!    •    GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM

mmaruda

  • Gość
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #17 dnia: Maja 12, 2012, 00:41:37 »
col_Kurtz w zasadzie napisał to co chciałem i ja. Taki filmik mi się przy okazji przypomniał: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=jrKjNwejhfg

WoW to zło i zaraza, ale dzięki niemu taki game-o-holic jak ja może się poczuć lepiej, bo jeszcze tak daleko nie zabrnął.  :)

Natomiast totalnie zryła mi beret kwestia uzależnienia od FSX. Co poniektórzy goście z filmu Bławuta tam grubo jechali, ale w końcu chodziło o rywalizację z innymi, a FSX to w zasadzie tylko podziwianie widoczków (subiektywna opinia personalna, proszę nie hejtować). Albo faktycznie ekstremalny przypadek, albo jakaś naciągana historia. Zresztą jak dla mnie ciężko się uzależnić od symulacji. To przecież czasem bywa strasznie męczące - ja po godzinnej misji w Black Sharku jestem często wyczerpany.

Offline Sherman

  • *
  • 1. Pułk Lotniczy, 2. Eskadra Wywiadowcza, 105.WPŚB
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #18 dnia: Maja 12, 2012, 01:29:33 »
O telewizji i o tym kto decyduje co tam leci.

Jak grałem w RO powstał pomysł żebym napisał artykuł o jakiejś tam specyficznej mapie. Zapytałem jakoś "A kogo to interesuje/o tym mówi?". Odpowiedź była prosta- "Mówi się o tym, o czym się pisze [w domyśle- społeczność RO mówi o tym, co jest wrzucane na polską stronę RO]". I to była celna uwaga- sam rozmawiałem z kumplami o tematach z www.red.orchestra.pl

Tak samo w TV- rzeczywistość to to, o czym ludzie wiedzą. A wiedzą o tym, co obejrzą w telewizji, usłyszą w radio, przeczytają w gazecie czy necie. Inne tematy nie istnieją (tzn. istnieją, tak samo jak istnieje temat o właśnie wydanym P-51 do DCS, czyli my sobie gadamy o tym tutaj).

Modny jest taniec, modne są gwiazdy, więc pokazują tańczące gwiazdy. Bo ten temat istnieje. Kto o tym decyduje- nadawcy. To oni wypromowali te gwiazdy i wypromowali taniec.

Więc, najpierw zaciekawia się odbiorców jakimś tematem, a potem dostarcza im kolejnych informacji o nim. I o tym, co to będą za tematy, decydują nadawcy.

To jedno, drugie to to, że ludzie zwyczajnie lubią oglądać nieudaczników czy ludzi z problemami- można się pośmiać, powspółczuć- co kto lubi. Mnie bawią perypetie bohaterów "Chłopaków z baraków", inni oglądają jakieś przypadki u pani Drzyzgi (przypadki swoją drogą zapewne częściowo reżyserowane, bo ten kolo uzależniony od FS nie wyglądał dla mnie zbyt wiarygodnie- a widziałem w życiu osoby, które oszukiwały siebie i innych tworząc wokół siebie swoją własną rzeczywistość).
Marcin "Rahonavis" Rogulski (1986-2019)

Nie przepuszczą żadnej owcy,
Z drugiej chłopcy wywiadowcy.

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #19 dnia: Maja 12, 2012, 01:34:51 »
Jeśli odnieść się do filmu Bławuta... Tja... Ostro, ale sam miałem kilkugodzinne sesje na SHIV. Co prawda to zupełnie inaczej wygląda. W Iłku, jedna misja... i miałem dość - fizycznie i psychicznie. Do celów dolatuje na TC, nie mam sił siedzieć po 30 minut czystego lotu. A w filmie opisywali, że robią to po kilka godzin. To pewnie jeden z powodów, dla których nie nadaję się na walki on-line.
Wracając do filmu... też chwilami czułem się zażenowany. Dlaczego? Że mi niewiele do nich, czy może... jakby nie patrzeć, też mam fiksację - mimo wszystko?

Schmeisser

  • Gość
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #20 dnia: Maja 12, 2012, 04:17:41 »
Nie masz, gdybyś ją miał to nigdy byś nie dopuścił do świadomości że ją masz. Na tym polega fiksacja :)
Odczuwasz zapewne jakąś formę toksycznego wstydu z powodu 'grania w gry' , bo normy społeczne nie przewiduja by dorosły człowiek grał w gry, lub ktoś ważny mówił ci byś tego nie robił.

Offline zack

  • *
  • Moonhunter.
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #21 dnia: Maja 12, 2012, 09:50:26 »

Bis zum bitteren Ende.

Offline Zeke

  • ZB
  • *
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #22 dnia: Maja 12, 2012, 09:52:36 »
Wracając do filmu... też chwilami czułem się zażenowany. Dlaczego? Że mi niewiele do nich, czy może... jakby nie patrzeć, też mam fiksację - mimo wszystko?

Tak dla porządku - to nie jest "fiksacja". To raczej typ uzależnieniowy, gdyby chcieć to jakoś ująć w ramki.

Ale z drugiej strony - bywały czasy, że notoryczne słuchanie muzyki bigbitowej było uważane za oznakę niedostosowania do społeczeństwa. Bo muzyka ta pojawiła się, jak już normy społeczne były, i owe normy katalogowały tylko "koncert w filharmonii" albo "potańcówka".

Programy typu "Z Drzyzgą wśród zwierząt" mają z rzeczywistością mniej wspólnego, niż Gumisie.
"I jedyne, co pamiętam po tylu latach ich pracy / to, że wojnę wygrali Polacy"
Kazik (o nauczycielach historii)

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #23 dnia: Maja 12, 2012, 10:39:03 »
Natomiast totalnie zryła mi beret kwestia uzależnienia od FSX. Co poniektórzy goście z filmu Bławuta tam grubo jechali, ale w końcu chodziło o rywalizację z innymi, a FSX to w zasadzie tylko podziwianie widoczków (subiektywna opinia personalna, proszę nie hejtować). Albo faktycznie ekstremalny przypadek, albo jakaś naciągana historia.
Nie wiem o co chodzi z tym "uzależnieniem" od gier, jeśli to jest siedzenie po parę godzin przed komputerem i zabawa takim czy innym simem to równie dobrze można się "uzależnić od FS-ów" jak od gier "bojowych". Każda z nich ma inną specyfikę, ale ludzi którym się to podoba po prostu wciąga, a jeśli chodzi o FS-y to i tam istnieje pewien wirtualny świat (z kontrolą lotów, wirtualnymi liniami etc.), pewnie równie pasjonujący co te iłkowe "fronty". Po prostu nie wszystkich bawi akurat rywalizacja ... ot życie ludzie są różni i dobrze bo by nudno było.

Programy typu "Z Drzyzgą wśród zwierząt" mają z rzeczywistością mniej wspólnego, niż Gumisie.
Dokładnie zgadzam się z Twoją opinią i dlatego w sumie jakakolwiek poważna dyskusja nad tym co tam pokazują jest trochę śmieszna i niepoważna. Chyba, że nad samym zjawiskiem faktu, że cała kupa luda uważa, że takie (i inne) programiki w TV pokazują rzeczywistość.

To są wypociny, które wypluwają ludzie za parę groszy i przede wszystkim po to tylko aby "pokazać się w TV" (a jednocześnie zwykle nie mają na to szans ze względu na jakąś swoją wiedzę czy wykonywaną pracę). Gdyby chcieć dywagować nad tym co bardziej świadczy o "porypaniu" (czy jakimiś zaburzeniami "pod kopułą") to moim zdaniem nie to, że ktoś sobie stworzył wirtualny światek, w którym odgrywa jakieś role i który stanowi dla niego ważny element życia - a zdecydowanie bardziej to, że taki osobnik masochistycznie robi z siebie debila ku uciesze milionowej gawiedzi.

Teraz pytanie - czy bardziej "powalony" jest gość, który uwierzył w to, że jest pilotem (bo lata sobie w FSX), czy może ktoś kto ogląda te programy i wierzy w to, że pokazują rzeczywistość? W sumie pod względem "klinicznym" - oba przypadki są podobne czyli wiara w iluzję.

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #24 dnia: Maja 12, 2012, 10:48:16 »
Jeśli można - każde uzależnienie poprzedzone jest wyborem, bo nikt nie rodzi się z przymusem (oczywiście pominąwszy dzieci matek alkoholiczek, palących w ciąży, czy narkomanek, kiedy to substancja uzależniająca jest podawana organizmowi poza wolą człowieka). Dzisiaj widzimy, że w zasadzie, całokształt działalności ludzkiej (a społeczeństwa "zachodnie" zostały poddane "hedonizacji" w taki sposób, że nie są w stanie już funkcjonować bez przyjemności) powodują uzależnienie.

Wg. wcześniejszych zasad postępowania z nałogami, należało zawsze znaleźć czynnik uzależniający, wyeliminować go z organizmu (przez detoksykacje), a następnie poddać pacjenta rygorystycznej i ciężkiej terapii umożliwiającej mu powrót do akceptowalnych zachowań społecznych.

Tylko przedtem wróg był jasno określony. Mówiło się o uzależnieniu od czynnika zewnętrznego, wprowadzanego do organizmu przez nałogowca. Czynnik ten nie stanowił o tym, czy dany organizm przeżyje, czyli nie był niezbędny do jego funkcjonowania, a jedynie powodował pobudzenie ośrodków przyjemność (nikotyna, narkotyki, alkohol).

Dzisiaj, poprzez to, że staliśmy się społeczeństwem zamożnym, gdzie nacisk kładziony jest na doznawanie coraz to nowych podniet, do czynników uzależniających dołączono, w zasadzie, wszelkie objawy naszej działalności społecznej. Czyli, można uzależnić się, np. od pracy. Dzisiejsza terapia uzależnień jest bardzo skomplikowana. Przykład pracoholika - jak można wyeliminować pracę z życia człowieka, tak aby nie był już od niej uzależniony? Wg. starych zasad należało by odciąć pacjenta od nałogu, tylko wtedy, nie mógł by, normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Podobnie jest z seksoholikami. Seks to norma dla naszego gatunku, ale może stać się strasznym problemem dla rodziny uzależnionego od niego człowieka. Bez niego, jednak człowiek nie może funkcjonować i prawidłowo rozwijać się psychicznie. Dlatego w chwili obecnej kładzie się nacisk na kontrolowanie nałogu, przez nałogowca (oczywiście o ile nie jest to uzależnienie spowodowane przez czynniki zewnętrzne - papierosy, alkohol, narkotyki etc. - bo w takiej sytuacji stosuje się klasyczną terapie). Nałogowy gracz, nałogowy internauta, czy oglądacz TV, muszą starać się kontrolować swoje popędy (generalnie jest to grupa uzależnień od rozrywek, przyjemności), bo bez zapewnienia swojej psychice odpowiednich dawek przyjemności możemy łatwo popaść w groźne choroby, z którymi już nie ma żartów (depresja, która może doprowadzić do schizofrenii).

Nałogowiec nie może zrezygnować z dostarczania sobie bodźców sprawiających mu przyjemność, ale musi je kontrolować. Równie trudno jest zastąpienie jednej podniety, inną. Ktoś, kto całe życie gapił się na Drzyzgę i silnie się uzależnił od jej programu, nie stanie się nagle i bezboleśnie czcicielem twórczości Prousta i odwrotnie. Istnieje, również ryzyko, że z jednego nałogu wpadnie w drugi, na równi destrukcyjny dla jego roli społecznej. Dlatego, przy tego typu zaburzeniach, podstawą jest wypracowanie z uzależnionym mechanizmu samokontroli. Czyli, nie siedzenie szesnaście godzin przed komputerem, tylko np. trzy dziennie itd.

Właśnie dlatego, u podstaw uzależnień leży wola człowieka. Już dawno minęły czasy, w których było widać tych "pijaków" i normalnych. Dzisiaj, z pozoru normalnie funkcjonujący facet może być groźnym graczem komputerowym, który zapomniał o rodzinie, pracy i wyjściach do kina, a przed oczami ma tylko wirtualne fronty i podniebne bitwy. Jeśli porzuca dla tego swoje role społeczne, to najprostszą formą pomocy dla niego, będzie uświadomienie mu, że tak naprawdę, rzeczywistości, którą sobie wykreował nie ma. Będzie to pierwszy krok do jego terapii. Musi to zrobić osoba, dla której zachował, choćby szczątkowy autorytet. Dalej będzie to jego triumf woli. :D
L'ordre règne à Varsovie!

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #25 dnia: Maja 12, 2012, 11:07:04 »
A ja myślę Kochani Forumowicze że gość z programu Drzyzgi trochę się zgrywał po prostu. To widać było gołym okiem. W podpisie funkcjonował jako wodzirej prowadzący wesela, co zresztą potwierdzał swoim szołmeńskim wizerunkiem. Jest odrealniony, to fakt, ale siłę jego fiksacji porłównałbym raczej do bohaterów filmu Bławuta. Bardziej poważne przypadki pojawiały się wcześniej. Na przykład ta laska na początku.
Zatopienie w swoim avatarze bardziej widać wśród odtwórców historycznej misji z "Wirtualnej wojny". Tam osobnicy siedzą w jednym miejscu, po kilka godzin, przy jednej misji odtwarzanej w "real time". Gdy zobaczyłem tą scenę od razu przypomniała mi się kolorowa ilustracja jednego z Mustangów z Ivo Jimy z godłem osobistym w formie rebusu "My Aching Ass" :001:
Bolący tyłek z pewnością przypomni o realnych potrzebach :002:

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #26 dnia: Maja 12, 2012, 12:57:59 »
Też widziałem ten program. Uważam również, że osoby występujące przed tym gościem byli w gorszym stanie. Po drugie faktycznie jakoś nie pasowało mi przedstawione zaangażowanie tego pana w FSX do pozostałych faktów. Sam jestem związany z serią gier Microsoftu od czasów wersji FS2000. Jak dla mnie, loty zwłaszcza skomplikowanymi maszynami są bardzo męczące. Gość twierdzi, że wykonuje loty od 1.5 do 2 godzin. Uruchomienie maszyny, start, wznoszenie, podejście, lądowanie, sam lot na wysokości przelotowej (Wtedy można troszkę odpocząć) trwa bardzo krótko. Skoro twierdzi, że lata po 16 godzin, to nie wyobrażam tego sobie. Po drugie: powiedział, że wstaje o 4 rano, jak o 6 ma wystartować. Stwierdził, że 1.5 godziny poświęca na przygotowania do lotu. No, a potem powiedział, że po locie ma 30 minut przerwy i znów leci. Więc albo nie lata jednak tak dużo, albo po prostu te 16 godzin spędza przed komputerem?? A po kolejne to jeżeli gość jest takim fanem FSX, to musi siedzieć na jednym z forum o tej tematyce  :002:. Myślę, że program pani Drzyzgi należy oglądać z dystansem. Już samo przychodzenie tych samych ludzi po kilka razy do programu z coraz to ciekawszymi problemami jest zastanawiające. 
System: Intel Core i7-13700K, MSI Z790 Edge WiFi, G.Skill 32GB 6800 MHz, MSI GeForce RTX 4080 Ventus 3X OC 16GB, Corsair RM1000x, Windows 11 64 bit

Zapraszam do odwiedzenia mojego kanału na YouTube - Filmy z latania w FSX, X-Plane i innych gier oraz symulatorów

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #27 dnia: Maja 12, 2012, 13:42:11 »
@Schmeisser
To może podchodzić pod racjonalizację ;) Czyli co ja tu Wam mądrego powiem, by zasłonić, usprawiedliwić, wytłumaczyć ect. swój nałóg :P Tak czynią inteligentni alkoholicy, swoją drogą, jedne z trudniejszych przypadków w leczeniu i terapii, bowiem świetnie potrafią sami sobie pewne rzeczy... zaciemnić i zasłonić, by jak piszesz, nie dopuścić. Poprzez fiksację, miałem na myśli lekkie zboczenie od głównego kursu, a nie całkowitą chorobę schizofreniczną. Prawdę powiedziawszy, nie wiem co jest bardziej poważne, latanie po wirtualnym froncie, czy też po realnym, dowodzenie kolegami przez TSa, czy też na realnym froncie, gdzie w pewnym momencie, pociągając za spust, zabijasz w rzeczywistości. Czy to ma świadczyć... o czym w sumie? O naszej ludzkiej stronie, zwierzęcej? W końcu od zwierząt różnimy się min. tym, że mamy świadomość naszej świadomości. Teraz pytaniem jest, jak można zabić kogoś podobnego gatunku - świadomości, gdzie powszechnym się staje, że nawet maltretowanie zwierząt jest rzeczą nieludzką - hipokryzja, ot co. Dla mnie moczenie kija w wodzie, to też jakaś dziwna sprawa, ale co z umiarem, to mieści się w normach. Ale jak np. w Call of Duty, możesz pograć z godzinę, w Ił2 - też, od biedy 2h na dobę, da się na off-line, o tyle pewne gry wymagają czasu - nie znam z doświadczenia tych MSF, czy o czym piszecie, ale wiem, że takie gry istnieją i że wymagają tyle czasu, by można było powiedzieć - pograłem sobie.
Teraz odnośnie tego "każde uzależnienie poprzedzone jest wyborem, bo nikt nie rodzi się z przymusem". Nikt nie rodzi się żołnierzem? :D Chyba nie bardzo wiesz na czym polega uzależnienie, które ma tyle z wolą do czynienia, co... nie ma nic.
Do dzisiaj, mimo, że badania wszelakie są, odbywają się, i potrwają jeszcze długo, nie doszli do tego, co jest spustem - czyli co tak naprawdę uruchamia nałóg i jego, powiedzmy środek (narkotyk, czy alkohol, czy może TV).
Podstaw, przyczyn leżących u podstaw jest wiele. Nie można tego generalizować, bo choć każdy przypadek jest taki sam, to jednak jednostka której to dotyka, jest zupełnie inna.
Pić nałogowo może tak samo człowiek z dobrego domu, na wysokim stanowisku, z pełną rodziną, który w ogóle nie słyszał o patologii więzi, jak i człowiek, który idzie przez swe życie z krzyżem na plecach. Czy mieli jakiś wybór? Kto im go dał? Czy jak sięgali po pierwszy kieliszek, to oznaczało to ich wybór? Może źle Ciebie zrozumiałem, ale to nie jest tak, że Marek Nowak wybrał sobie heroinę (bo brzmi heroicznie) a Jan Kowalski wybrał wódkę (bo dużo o niej czytał w książkach). To można porównać to hobby. Jeden wybiera znaczki, czasami nie wiedząc do końca do go do tego zaprowadziło, a drugi wybierze... kij w wodzie - wędkowanie.
Wyobraź sobie czapeczkę i kolorowe kulki wewnątrz. Sięgasz i co, wiesz jaki kolor będzie miała Twoja kulka? Nie. To właśnie jest ten wybór. Gdyby tak było, to świat byłby na pewno mniej skomplikowany.
Oczyszczenie organizmu z chemii to jedno, a oczyszczenie mózgu to drugie. Jedno można zrobić przez detoksykację, prosta sprawa. Ta druga, ma się zgoła inaczej. Wszystko jest tam zaklęte. Poza sposobem myślenia, trzeba zmienić cały sposób życia, czasami i otoczenie, by móc się od tego wyzwolić. Wszywki już dawno poszły na bok, raz, że nie działają, dwa, że nie działają. Polecam obejrzeć dobry film z Sandrą Bullock - 27 dni. Amerykanie bardzo dużo zrobili w kierunku leczenia uzależnień i dawno już stwierdzili, że to choroba, a nie brak woli, czy jakaś dziwna mania, czy też ułomność.
Uzależnić możesz się od wszystkiego. Badania dowodzą, iż mózg potrafi wytworzyć chemię, która Ciebie uzależni, od herbaty np. Tak, uzależnić można się od wszystkiego.
Otyłość, także jest już wpisana jako jednostka chorobowa, bo stwierdzono, że to nie żadne kaprysy, czy brak woli... czym ona de facto jest? Odczuwaniem jakiegoś przymusu? Czy brakiem odczuwania? Silna wola nie ma się nijak do choroby uzależnienia. Nijak.
Jest kilka czynników składających się na rozwój choroby, czy my w tym uczestniczymy? Nie. Nawet nie wiemy, póki sobie tego jasno nie uświadomimy (wiadomym jest, jak potrafimy się bronić), co mogło się złożyć na wybuch tej choroby. Czy to coś zmienia? Zmienisz ojca w wieku 5 lat? Zmienisz podwórko w wieku 10? Szkołę? Dlaczego człowiek nie pijący całe 40 lat swego życia, nagle sięga po alkohol, sięga tak długo, że w końcu... kończy życie w sposób mało chwalebny.
Mamy w sobie niejako zaklęte jakieś triggery, i nie wiesz, kiedy i jaki co uruchomi. Więc nie pisz proszę o woli wyboru, bo to jakbyś napisał, że mogę sobie wybrać raka wątroby, a nie trzustki ;)
Co programów Pani D. Cóż, jest o wszystko reżyserowane. Są ludzie, którzy chcą to oglądać, są i tacy, którzy chcą je produkować. Kiedyś usłyszałem taką anegdotę.
Siedział sobie malarz z bohomazem na rynku i ceną wystawioną. Przechodzący inny człowiek rzekł:
- Trzeba być głupim, by to namalować.
- Jak głupim trzeba być, by to kupić?
Jest produkt, jest nabywca. Ot cała filozofia. Doprawdy nie wiem, kto gorszy, serio, ten co ogląda, czy ten co to robi. W przypadku obrazu, wiem, w przypadku tego programu, zdaje mi się, że też wiem. Nie widziałem tego konkretnego wydania, nie muszę. Widziałem kilka innych, z czystej ciekawości, czasami mam jakąś skłonność masochistyczną, że się w takie programy zagapiam i wyjść z tego chwilę nie potrafię. Uważam, że jest to wszystko reżyserowane, pod widownię, publikę. Panie psycholog, jakie są tam zapraszane, zastanawiam się często, czy one przeszły terapię własną. Bo np. dobry terapeuta ma obowiązek przejścia, by wejrzeć we własne problemy i z nimi się uporać, by móc potem komuś innemu w tym pomóc. O tym mówi często i pisze Santorski (nie, żebym aż tyle jego książek przeczytał;) ale czytałem inne i skąd inąd też wiem. Jak widzę zacietrzewienie, agresję tych Pań, to aż za głowę się łapię... rety, kobieto, lecz siebie, a nie innym doradzaj. A one uważają się, media je w tym utwierdzają - biedne w sumie, bo nieświadome siebie w ogóle - że są specjalistkami. Są, takimi samymi jak wspominana Pani D.

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #28 dnia: Maja 14, 2012, 08:16:59 »
Zabolało Kolegów  :002: Tylko po co? Tam przychodzą takie zwierzaki, że pan od fsa wychodzi na ich tle jako szczyt elokwencji, opanowania i higieny psychicznej. Wiadomo, temat dotyczył naszych zainteresowań. Mnie osobiście ucieszył, bo zobaczyłem, że jestem dość normalny :D Śmieszy mnie natomiast ględzenie o uzależnieniu od gier ze strony ludzi, których jedyną rozrywką jest telewizja albo polityka...
A te lachociągi... Myślicie, że one mają taki prosty świat? Jedne są "szmaty" bo ciągną każdemu, a inne się "szanują" bo ciągną na przykład tylko tym, co mają samochód marki X :D

Offline Leon

  • Global Moderator
  • *****
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #29 dnia: Maja 14, 2012, 10:00:08 »
Cytuj
Wyobraź sobie czapeczkę i kolorowe kulki wewnątrz. Sięgasz i co, wiesz jaki kolor będzie miała Twoja kulka?
Na The Forum kulka może być tylko jedna. Tytanowa.
Marcin Widomski

Pealuuga lipp, Surnupealuuga lipp, Tundmuste tipp, Sinu tundmuste tipp, See on ju vabadus hüperboloid, Insener Garini hüperboloid...