Całe szczęście że reżyser Denis Villeneuve (w przeciwieństwie do Jacksona filmującego Tolkiena) nieznacznie okroił oryginał, nie pomijając jednak niczego naprawdę istotnego.
A mnie "zakłuło" w oczy:
- oddanie krysnoż bez sceny związanej z "przelaniem krwi",
- czarnoskóra kobieta Doktor Kynes... tak, uprzedzenie pełną gębą

,
- zgarniarka w scenie z czerwiem - ale wiadomo, kino,
- relatywnie "cichy", niepyskujący Piter de Vries,
- scena rozgrywana przed i po śmierci księcia Leto Atrydy - przeinaczone to,
- podobnie scena śmierci Doktor Kynes - ale to znów kino,
- walka z Jamisem odbywała się w innym otoczeniu, do przeżycia,
- ...ale "przelanie swojej wody" po jego śmierci i uroczystość pogrzebu, to gdzie?
(...) Pierwsza to Thuffir Hawatt - mistrz asasynów księcia, zdecydowanie fizjonomia filmowego bohatera nie pasuje do wyobrażeń, które na podstawie sugestii Autora w trakcie czytania mogłem sobie wyrobić.
+1
Są uproszczenia, ale da się przeżyć. Ten, kto nie czytał książki pewnie nie odczuje ich braku.
Jako hmmm.. "widowisko dla oczu", to film jest rzeczywiście fajny i zgodzę się w pełni z:
Jako widowisko sci-fi jest super, wreszcie jakieś porządne kino fantastyczne, a nie ta żenada Disneya psująca SW, czy kolejni bohaterowie marvela.