Catch-22 (1970) - B-25 Mitchell take-offs - HD
https://www.youtube.com/watch?v=At88Fcdgv0g
To oczywiście z filmu z 1970 roku.
Oj, to chyba moja ulubiona, a na pewno jest z najbardziej ulubionych, scen stricte samolotowych w historii kina. Wszystkie wówczas lotne B-25 zebrane do tej sceny. Każdy trochę inaczej odchodzi, jeden łapie większego trawersa, inny mniejszego, widać, że był wiatr. Coś pięknego. Więcej już tego chyba nie zobaczymy.
Ja też mam takie dziwne wrażenie, że poziom realizacji CGI w filmach odstaje od dzisiejszych możliwości.
Poziom realizacji CGI to jedno. Ale drugie to sama "historia". Po prostu na ekranie jest wiele głupot. "Bo widz nie wie jak to wyglądało, nie zna się, to się nie domyśli, a ma być efektownie". Niestety dziś twórcy zakładają, że widz nie wie na co patrzy i ważne żeby wywołać wrażenie "wow" u mas, a masowy widz to jako punkt odniesienia ma chyba Awengersów.
Prosty przykład. Jeden B-17 przelatuje obok resztek drugiego rozwalonego. Te resztki dryfują jakby wszystko pływało w wodzie, a nie spadało w powietrzu. Dryfują z resztą bardzo blisko siebie jak na taką eksplozję. Mają minimalne opadanie i minimalnie się oddalają, tak jakby dalej leciały z prędkością i kierunkiem tego B-17, z perspektywy którego obserwujemy sceny. Jakby wydarzyło się to szybciej i kawałki "spadły zgodnie z fizyką" to widz, w przekonaniu twórców, pewnie by się nie domyślił co się wydarzyło i o co chodzi. Dodatkowo wśród tych kawałków jest cała wybudowana gondola silnika wraz z śmigłem

Tę samą gondolę widać kolejno z różnych miejsc. Nie mówiąc o tym, że szansa na wybudowanie równo takiej gondoli razem z śmigłem jest mniej niż zerowa. Wygląda raczej jak element modelu tuż przed doklejeniem, a nie rozerwana metalowa konstrukcja. Zupełnie jakby ktoś po najmniejszej linii oporu uciął kawałek modelu 3D albo posłużył się modelem zniszczeń z gry sprzed 20 lat.
