Ja może jeszcze dodam informacje, jak to się stało, że część z nas znalazła się w kokpicie Spita. Nie każdy miał prawo wstępu, ale poszliśmy z Filipem pod samolot, zapuszczamy żurawia do kokpitu, wiercimy się, jak tam wejść. Ni cholery, nie da rady - odpowiada bramkarz stojący bacznie na posterunku. "ale pogadajcie z dyrektorem - o tam stoi..." No i poszliśmy. Mówimy grzecznie "Dzień dobry P. Dyrektorze, my z forum IL-a jesteśmy i "kcemy" wejść do kokpita tego spita" (kokpita - użyto celowo). Odpowiedz była krotka Jak z forum IL-a to szukajcie Ila... Ale po sympatycznej wymianie zdań dostaliśmy wytyczne, by przyjść wieczorem, jak tłum opadnie. Łatwo nie było, bo polówkę dobrej żywieckiej wody obiecać musieliśmy:). Jak było nakazane, tak tez zrobiliśmy. Juz większa grupa przybyliśmy na miejsce, spokojnie - juz bez robienia problemów mieliśmy okazje poczuć twarde siedzisko pilota myśliwskiego. Lecz Dyrektor jak stal, tak się wk.r.il nieziemsko! Tłumu owszem nie było, ale w momencie, jak grupa zapaleńców testowała usadawianie swoich 4 liter, nagle ni stad ni zowąd pojawiło się ludu tyle, jakby to był środek pokazów. Ciężko było nad tym zapanować, ale w końcu się udało.
Następnego dnia, jak honor nakazuje udałem się do sklepu, wodę obiecana zakupiłem (potem chłopaki oddali mi po 3 złote)i udaliśmy się grupka pod tego samego spita w celu odnalezienia mister directora. Przez chwile był problem w nawiązaniu łączności, gdyż cel naszego zainteresowania właśnie przyjmował gościa...znanego nam wszystkim kosmonautę Hermaszewskiego. Udało się, podszedł do nas dyrektor i co robi? Odmawia! Mówi, ze my mamy to wytrąbić, bo on wody nie może przyjmować, nie wypada. Ok, myślimy - niedziela - nikt mazowszanki pić nie będzie, więc co z tym zrobić. I tu pojawia się Szmajs–Giga-Toyo-Fan i rzecze, żeby podarować butelczynę spragnionemu po powietrznych wojażach Toyo. I tak też się stało. Całość wyszła nader sprawnie. Zostaliśmy ugoszczeni, podziękowaliśmy za to napojem wysoko chłodzącym.
Wydaje mi się, ze nie ma w tym żadnego afrontu, ze nikt nie pomyśli: "nie mieli co z wódką zrobić, to się jej w tani sposób pozbyli". Niech nikt nie waży się tak myśleć! Prawda jest taka, ze zdecydowanie większą frajdę dało nam spotkanie z Toyo, twarz mu się cieszyła (choć wcale nie bardziej od naszych)...itd.
Tak. zakończę juz, bo prawdę mówiąc nie bardzo wiem co jeszcze pisać. Taka to była historia.