Nie robię z tego rutyny. Chodzi mi tylko o to, że po serii z 4 działek 20mm po skrzydłach i/lub silnikach powinien być jakiś efekt poza kilkoma eksplozjami na kadłubie i kawałkami poszycia w powietrzu. Wziąłem 4 bombery żeby było trochę trudniej, ale jak widać przesadziłem bo z jedną Fortecą już jest ciężko. W realu to na pewno nie było proste, ale gdyby w realu strzelcy byli tak skuteczni, Kucyki nie miałyby co robić
. A kiedy przelatuję z prędkością ponad 500km/h waląc po skrzydłach i wychodzę ze spotkania albo z palącym się silnikiem albo przestrzelonymi sterami (za każdym razem) to chyba jest przegięcie. Już chyba z fighterami pójdzie łatwiej. Me-262 daje radę dopóki po silnikach się nie oberwie, a strzelcy trafiają mnie raz na dwa podejścia i koniec zabawy...
Spoko, gdy zaczynałem rzuciłem się na kampanię pustynną w barwach RAFu. Dostałem P40 i hajda na wroga. A konkretniej na Ju 87. Pierwszy lot i czapa - jeden pocisk z 700m idealnie w łeb. Przy drugim podejściu to samo, przy trzecim silnik w diabły. Myślę sobie - jasne atakując od tyłu można mnie trafić (chociaż też powinno być to raczej ryzyko, a nie autokill). Postanowiłem się wycwanić i zaatakowałem od dołu z tylnej półsfery - za pierwszym razem ostrzelałem Juhasa, ale wyskoczyłem minimalnie za wysoko i przez chwile byłem widoczny dla strzelca. Nie spudłował. Za drugim podejściem od dołu gość ostrzelał mnie przez kadłub.
Oj bluzgałem wtedy.
Teraz szok minął, nauczyłem się walczyć z bombowcami, ale wciąż uważam, że to spartolony element gry (i jeszcze artyleria plot.).
Swoją drogą - na B-17 najchętniej latam 109-tką G-10 z działkiem 30 mm. Choć trzeba uważać, bo Mietek delikatny.