Pier***enie.
A fakty są takie, o których przez te dwanaście lat The Forum rozmawialiśmy już wielokrotnie przy różnych okazjach i sypiąc różnymi przykładami, że dopóki Ostheer miało rozsądnej długości linie zaopatrzenia, dostarczanego przez sprawną logistykę i sprawny przemysł, a sam konflikt miał charakter quasi symetryczny- to Niemcy średnio robili nawet po 50 kilometrów dziennie naprzód, mając przy tym ogromne problemy z zagospodarowaniem i transportem setek tysięcy jeńców (przypadki śmierci głodowej w masowych obozach przejściowych na Podlasiu, bo nie było czym wyżywić takiej ilości ludzi nagle zgromadzonych na polu i otoczonych drutem- rok 1941).
Front wschodni symetryczny nigdy nie był- ale dopóki przewaga liczebna Rosjan nie stała się miażdżąca po zagładzie 6 Armii i wyniszczających sprzętowo bitwach z 1943r., można powiedzieć że do tego czasu przewaga dowodzenia i wyszkolenia Niemców niwelowała przewagę liczbową Sowietów i trwała jakaś równowaga, sztucznie podtrzymywana przez relację jakości niemieckiego sprzętu do ilości sowieckich żołnierzy.
Jeśli ktoś ma z tym jakiś problem, to nieśmiało przypomnę że gdyby nie dostawy amerykańskich samochodów to Armia Sowiecka chodziłaby pieszo. Dopóki by mogła oczywiście, bo Ostheer przegrało nie tylko z generałem Mrozem, ale przede wszystkim z amerykańską gospodarką. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości to polecam się przyjrzeć konstrukcji podstawowej sowieckiej ciężarówki GAZ-AA lub ZiS-5 i porównać ją z podstawową ciężarówką jaka ją zastąpiła- Studebaker. Nie trzeba być wybitnym specjalistą żeby zobaczyć co prezentowała sowiecka myśl techniczna, a co europejska/amerykańska. GMC, Dodge i Studebaker (oraz Ford i GP) stały się podstawą transportu w ZSRS i "wyzwolonych" krajach przez dekadę. Mam uwierzyć, że w tak skomplikowanym urządzeniu jakim jest samolot było inaczej?
Dopóki nie zaproszono do współpracy niemieckich inżynierów i techników w 1945r., do końca lat czterdziestych sowiecki sprzęt był masą, zdolną do samodzielnego poruszania się celem "zalania" przeciwnika- ale nic więcej, i tam gdzie ilości zabrakło rzeczywistość bywała przykra. Dotyczy to także lotnictwa.
O przepaści w zakresie dowodzenia i wyszkolenia nie mówię, bo z czasem te różnice skutecznie zacierały się- niemieckie straty były nieodwracalne w tym zakresie, a sowieckie wręcz przeciwnie. Faktem jednak jest że w żadnej armii świata nie było pilotów z rozkładem ponad 1000 lotów bojowych- poza Luftgangsta, ani panzerdekli z kilkudziesięcioma zniszczonymi pojazdami przeciwnika- poza PanzerneWafle; to się nie brało znikąd i bez odpowiedniego sprzętu nie byłoby możliwe, przy symetrycznym przeciwdziałaniu przeciwnika.
Pokoleniowa przepaść i technologiczna czarna dziura spowodowana specyficzną polityką kadrową lat `30 w ZSRS to jest odpowiedź na większość pytań w zakresie jakości i możliwości sowieckiego sprzętu w latach 1941-1945. Dziwne że wcześniej tylko kopiowali zdobyte lub kupione rozwiązania z Zachodu (dotyczy to dosłownie wszystkiego), a po 1945r. nagle zrobili gigantyczny skok naprzód.
Przypadek? Nie sądzę.
Który raz o tym dyskutujemy? Nie wiem...
Konkludując- miałem kontakt z Jak-9 organoleptycznie (powojennym!), znam budowę i historię rozwoju silników WK-105 i -107, i wierzę że tak lekki i mały samolot musiał być bardzo zwrotny. Nie uwierzę jednak w żadne inne zalety tego wynalazku i bałbym się tym latać i walczyć przeciwko doświadczonemu kierowcy w Bf-109G. Ale chociaż oczywiście wylatane mam dużo mniej godzin niż Toyo, to mam rozum i oczy i parę książek na półce, i żyję wystarczająco długo by wiedzieć że "szkłem dupy nie podetrzesz".
Dziękuję dobranoc.